Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Dokumenty, książki, artykuły prasowe, internetowe, ikonografia, filmy...

Moderatorzy: crolick, Marmik

Wojciech Łabuć
Posty: 92
Rejestracja: 2020-04-15, 12:17

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Wojciech Łabuć »

Odnośnie offtopu czyli wymiany żarówek. W S80 poprzedniej generacji wyjmowało się cały reflektor w ciągu kilkunastu sekund bez konieczności demontażu połowy wyposażenia w przedziale silnikowym. Coś w rodzaju "śledzików" trzymało reflektor na miejscu. Szybko i prosto.Skoda Octavia z tego samego okresu wymagała rozebrania i zdemontowania kilku elementów w wypadku problemów z żarówką w reflektorze po prawej stronie. Co było i tak niczym w porównaniu z tym, co trzeba było nadal zrobić aby np. wymienić żarówkę od świateł pozycyjnych (bez względu po której stronie). Geniusz projektowania stworzył to w taki sposób, że ta malutka żarówka jest na końcu długiego tunelu w plastykowej obudowie. Średnica tunelu nieco większa od grubości damskiego kciuka. Na szczęście w warsztacie posiadam (sic!) narzędzia dentystyczne :D Nie wspomnę marki francuskiego producenta, bo leżącego nie powinno się kopać, ale dla wymiany żarówki trzeba było zdemontować zderzak i pas przedni bo tak byłoby szybciej niż "dokopywanie się" od góry. Dokumentowaliśmy pracę zdjęciami aby właściciel uwierzył. W niektórych samochodach przynajmniej ktoś poszedł na rękę i dodał klapki w nadkolach pozwalające na jako taki dostęp. Proponowałbym aby każdy projektant reflektorów samochodowych przeprowadzał próby wymiany żarówki w ukompletowanym samochodzie i nie był puszczany do domu, toalety czy nie dostawał jeść dopóki tej żarówki nie zmieni. Selekcja naturalna :D
MiKo
Admin FOW
Posty: 3958
Rejestracja: 2004-01-07, 10:02

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: MiKo »

Nieco, czyli realnie 0,7 m wyższy. Skoro "może być nawet cięższy w przeliczeniu na jednostkę długości cytadeli", to biorąc pod uwagę opancerzenie poziome oraz ogólną masę pancerzy A125 i 127, możemy zanegować tezę o "słabszym pancerzu" po dopracowaniu projektu?
MiKo
Admin FOW
Posty: 3958
Rejestracja: 2004-01-07, 10:02

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: MiKo »

Wojciech Łabuć pisze:Odnośnie offtopu czyli wymiany żarówek. W S80 poprzedniej generacji wyjmowało się cały reflektor w ciągu kilkunastu sekund bez konieczności demontażu połowy wyposażenia w przedziale silnikowym. Coś w rodzaju "śledzików" trzymało reflektor na miejscu. Szybko i prosto.Skoda Octavia z tego samego okresu wymagała rozebrania i zdemontowania kilku elementów w wypadku problemów z żarówką w reflektorze po prawej stronie. Co było i tak niczym w porównaniu z tym, co trzeba było nadal zrobić aby np. wymienić żarówkę od świateł pozycyjnych (bez względu po której stronie). Geniusz projektowania stworzył to w taki sposób, że ta malutka żarówka jest na końcu długiego tunelu w plastykowej obudowie. Średnica tunelu nieco większa od grubości damskiego kciuka. Na szczęście w warsztacie posiadam (sic!) narzędzia dentystyczne :D Nie wspomnę marki francuskiego producenta, bo leżącego nie powinno się kopać, ale dla wymiany żarówki trzeba było zdemontować zderzak i pas przedni bo tak byłoby szybciej niż "dokopywanie się" od góry. Dokumentowaliśmy pracę zdjęciami aby właściciel uwierzył. W niektórych samochodach przynajmniej ktoś poszedł na rękę i dodał klapki w nadkolach pozwalające na jako taki dostęp. Proponowałbym aby każdy projektant reflektorów samochodowych przeprowadzał próby wymiany żarówki w ukompletowanym samochodzie i nie był puszczany do domu, toalety czy nie dostawał jeść dopóki tej żarówki nie zmieni. Selekcja naturalna :D
Na temat wymiany żarówek mogłaby powstać pasjonująca książka ;) Przy volvo poprzedniej generacji tak było w każdym sądzę - przynajmniej w trzech z autopsji. Ostatnio kupiłem córce Peugota 206 (2008) i tam przy prawym reflektorze miałem zagwozdkę - dostęp kompletnie blokował pojemnik płynu do spryskiwaczy. Przy pomocy wujka gooogla sparwa okazała się banalna - demontuje się część pojemnika jednym ruchem ręki. Czyli jeśli chodzi o "francuskiego producenta" stawiam na Renault! :mrgreen:
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4326
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Maciej3 »

Co do pokładowego, to chyba już się zgodziliśmy. Mój błąd.
Co do burtowego – co to znaczy „lepszy”?
W ocenie czy projekt realny do wykonania mniej czy bardziej do wykonania to raczej masa za metr bieżący cytadeli.
No to aż se policzyłem ( cholera zmusiłeś mnie, a strasznie mi się nie chciało :-x )

Tosa wysokość w rzucie 17,5 stopy. Kąt 12 stopni. Pas pancerza żeby to zapewnić musi mieć
17,5 / cos(12°) = 17,5/0,97 = 18 stóp
Przy grubości 11 cali = 440 lbs, stopa bieżąca cytadeli to
440 * 18 = 7920 lbs.
7920 / 2240 = 3,54 długiej tony.

A125 wysokość w rzucie 14,5 stopy. Kąt 25 stopni. Pas pancerza żeby to zapewnić musi mieć
14,5 / cos(25°) = 14,5/0,91 = 16 stóp
Przy grubości 12 cali = 480 lbs, stopa bieżąca cytadeli to
480 * 16 = 7680 lbs
7680 / 2240 = 3,43 długiej tony.

Przy pancerzu burtowym na każdą stopę długości będzie jakieś 100 kg różnicy w masie burt, czyli na metr jakieś 300 kg (mniej więcej).
Tak mogę przyznać, że metr bieżący cytadeli Tosy był cięższy, a więc pancerz „lepszy”.

Inna jeszcze sprawa, czego wcześniej nie widziałem, bo rysunku nie robiłem, a trzeba zwrócić uwagę, to wysokość wolnej burty na Tosa większa. To kosztuje masę.

Pytanie za 4 punkty czy okręt z niższą wolną burtą się do czegoś nadawał.
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
MiKo
Admin FOW
Posty: 3958
Rejestracja: 2004-01-07, 10:02

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: MiKo »

Oj już nie wynajdujmy, tylko zgódźmy się, że projekt A125 był przemyślanym i udanym dziełem japońskich konstruktorów :mrgreen:
jogi balboa
Posty: 2091
Rejestracja: 2007-01-18, 17:39

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: jogi balboa »

Ale wyobraź sobie, jak by obsługa kotłowni wzięła się za projektowanie okrętów. Każdy palacz miał by oddzielną kabinę i osobisty prysznic, kosztem jednej wieży artylerii ;)
Ale śmieszne :wink:
Ja czasami potrzebuję odczytać sobie po prostu numer z tabliczki znamionowej. I częstow takim przypadku jest tak że... #$^^#%*#*$%$#(*$^*^) szanownemu panu inżynierowi z nosem w CADzie :P
O patencie w którym w celu zdemontowania alternatora niezbędne jest przesunięcie silnika w ramie, nie wspomnę.

Miko możesz się czepiać Fiata 125, ale tam w komorze silnika mogłeś się ustawić razem z szafką narzedziową a i tak było jeszcze sporo miejsca do pracy. W większości współczesnych aut, nie za bardzo masz miejsce na wsadzenie palca gdziekolwiek (do tego od góry nie wiem po co przykręcona jest klapa od śmietnika ze znaczkiem marki). Doceń ogólną ergonomię starych aut ;)
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4326
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Maciej3 »

MiKo pisze:Oj już nie wynajdujmy, tylko zgódźmy się, że projekt A125 był przemyślanym i udanym dziełem japońskich konstruktorów :mrgreen:
Nigdy w życiu.
Nawet na torturach.
To taki Mogami wielkiej wojny.
Po 4 przebudowany i zwiększeniu wypornosci O 1/3 może by się do czegoś nadawał.
Może.
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Awatar użytkownika
karol
Posty: 3641
Rejestracja: 2004-01-05, 13:52

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: karol »

Też tak myślałem o Octavii, aż przejechałem na jednym blindzie z Allborga w Północnej Danii do Gdańska nie łapiąc po drodze problemów, ale... w warsztacie mechanikom jej wymiana zajęła mniej czasu, niż moja rozmowa z ich majstrem :D Owszem, to offtopic, ale taki miły dla oka i ucha ;) A ten projekt, coś w nim jest niepokojącego, ale w sumie, to chyba MiKo ma rację.
Użytkownik nieaktywny, ale gadatliwy.
Awatar użytkownika
Marek-1969
Posty: 356
Rejestracja: 2009-07-18, 21:12
Lokalizacja: Bytom

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Marek-1969 »

Ładny ten A125 . Nawet nie wiedziałem o takim projekcie . Miałem podobny . Tańszy Agincourt bez dwóch środkowych wież 2x305 . Czyli pełna dycha na burtę w okolicach 22-23 tys ton.
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4326
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Maciej3 »

Aj tam ma racje.
Ot taki projekt studencki i nic więcej.
A jak kto się nie zgadza to ( osoby o mniej wysublimowanym poczuciu humoru niech lepiej nie klikają ;) )

https://www.youtube.com/watch?v=kZdJquGjL_0
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
jogi balboa
Posty: 2091
Rejestracja: 2007-01-18, 17:39

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: jogi balboa »

Po lekturze tomu 6, doszedłem do wniosku że autor mówił prawdę. Pierwsze pięć tomów był wstępem do tomu 6, 7, i 7+"nieznana ilość". Natomiast tomy 7++ i 5 kolejnych, będzie puentą opracowania o pancernikach typu South Dakota i Lexington :)

Pytanie, czy w końcu okaże się że amerykanie nauczyli się budować pancerniki, czy też do końca ich okręty podstawowe będą kolejnymi seriami porażek? :)

Pozdrowienia dla dzieciaków. Zuważyłem fascynację francuskim stylem budownictwa: "skład kosztowności" na dziobie, to wszak nic innego jak magazyn wina - czyli dla dziecka poniżej 14 roku życia, nie ma tam nic cennego ;)
Peperon
Posty: 4906
Rejestracja: 2010-11-05, 15:52
Lokalizacja: z Krakowa

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Peperon »

jogi balboa pisze:...Zuważyłem fascynację francuskim stylem budownictwa: "skład kosztowności" na dziobie, to wszak nic innego jak magazyn wina - czyli dla dziecka poniżej 14 roku życia, nie ma tam nic cennego ;)
Jesteś szczęśliwcem, że masz tyle czasu na lekturę.
Również zauważyłem, że młodzież ma morskie zacięcie, bo maja latorośl jakoś bokiem podchodzi do tych klimatów. Najbardziej mi się podobał skład karmy dla kotów. Oczywiście zaraz po kotłowni :mrgreen:
Ludzkość dzieli się na trzy części.
Żywych, zmarłych i tych co na morzu.
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4326
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Maciej3 »

A co myśleliście, że sobie żarty robiłem mówiąc, że to rozbudowany wstęp?
Ja tylko serio.
Trochę to przypominało jak robiłem żonie spojlery ze "szczęki 2".
"wiesz ten rekin to potem zje helikopter"
"jak to zje helikopter?"
"no normalnie wyskoczy z wody złapie zębami za nartę i wciągnie do wody, wtedy to śmigło fajnie poszatkuje te żagle"
"Nie no żarty sobie robisz"
"Ależ skąd, gdzież bym śmiał"

No i cóż - zjadł.
A potem
"a jak go zabiją?"
"spalą pradem"
"jak to spalą prądem prądem"
"no normalnie z kabla, ten główny weźmie kabel w ręce i wsadzi rekinowi do pyska"
"Ale jak to, skąd weźmie kabel i jak wsadzi do pyska?"
"no wyciągnie kotwicą, potem poprosi rekina żeby go zjadł i wsadzi mu kabel, rekin go przegryzie i się spali"

też nie uwierzyła :)

A czy się nauczą - no chyba nie do końca. Jak wychodzi z obliczeń, że 356 mm pociski z KGV przebijały mniej więcej tyle samo co pół tony cięższe pociski 406 hamerykańców, do tego te lżejsze miały większy ładunek wybuchowy to o czym my dyskutujemy?
Choć pod koniec jakieś tam zalety hamerykańców były. Może następca Montany by się do czegoś nadawała ;)
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4326
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Maciej3 »

Tak przy okazji, to zwracam uwagę na gustowną i niczego nie sugerującą nazwę okrętu opisanego przez córkę.
Sama wymyśliła.
Jak widać wszyscy wiedzą, który okręt najlepszym pancernikiem świata był :-D
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Peperon
Posty: 4906
Rejestracja: 2010-11-05, 15:52
Lokalizacja: z Krakowa

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Peperon »

Maciej3 pisze:... wszyscy wiedzą, który okręt najlepszym pancernikiem świata był :-D
Oj tam rzymskiej piątki się uczepił :clever:
Ludzkość dzieli się na trzy części.
Żywych, zmarłych i tych co na morzu.
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4326
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Re: Amerykańskie ciężkie okręty artyleryjskie...

Post autor: Maciej3 »

No bardzo przepraszam, a "król" to co? Pies?
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
ODPOWIEDZ