Fenomen Cuszimy - analiza zatonięcia pancernika "Imperator Aleksandr III"

Okręty Wojenne do 1905 roku

Moderatorzy: crolick, Marmik

Napoleon
Posty: 1123
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Re: Fenomen Cuszimy - analiza zatonięcia pancernika "Imperator Aleksandr III"

Post autor: Napoleon »

Z tym nie rozsierdzeniam mocarstw przez Japończyków, to ja nie byłbym taki pewny.
Nie przesadzajmy. Nie rozsierdziło to nikogo jakoś specjalnie. Dobrego wrażenia rzecz jasna nie zrobiło, ale też i nie spowodowało jakiegoś kryzysu. Port Artur nie był portem handlowym a bazą wojenną. Rolę portu handlowego pełnił Dalni, przy czym handel międzynarodowy był tam ograniczony. Rosjanie sprowadzali głównie zaopatrzenie dla swych sił zbrojnych, trochę handlowali. Poza tym, wojna to wojna. Armatorzy neutralni też ponosili znaczne straty ze strony Japończyków, ale wiedzieli jakie ryzyko ponoszą. Po wysłaniu II Eskadry na Daleki Wschód Rosjanie zaczęli do Władywostoku sprowadzać węgiel (zakupili go bodajże jakieś 600 tys. ton) i zaopatrzenie by okręty, gdy dotrą na miejsce, miały stosowne zapasy. Japończycy sporo tych statków (armatorów neutralnych, Rosjnaie nie mieli stosownych możliwości bo ich flota handlowa była relatywnie słaba i na dodatek nieobecna na Dalekim Wschodzie) przechwycili. Ale za to przecież nikt do nich pretensji nie miał - armatorzy wiedzieli co ryzykują.
Natomiast istniejąca wówczas praktyka potępiała stawianie min dryfujących. W tej chwili nie pamiętam, ale chyba zostały one zakazane już po zakończeniu wojny, tym nie mniej każda ze stron która zdecydowałaby się na taki ruch, spotkałaby się z ogólnym potępieniem. A tego Japończycy starali się unikać jak ognia.

Co do rozsierdzania zaś... Togo zdarzało się robić gorsze rzeczy - patrz zatopienie Kow Shing (brytyjskiego parowca) co dało początek wojnie japońsko-chińskiej 1894-1895. To była mocniejsza rzecz, ale arbitraż uznał ostatecznie, że Japończycy mieli powód i wszystko "rozeszło się po kościach".
W kwestii o której dyskutujemy nie chodzi tyle o to jak "mocne" będzie dane przedsięwzięcie ale na ile będzie miało uzasadnienie. W momencie ataku na Port Artur Japończycy de facto od dwóch dni byli już w stanie wojny z Rosją (już 6 lutego zajęli pierwsze statki rosyjskie; równolegle stosowne decyzje podjęło przedstawicielstwo dyplomatyczne w Petersburgu). To wszystko można było jakoś wytłumaczyć. Zrzucanie do morza min na kurcie okrętów n-pla już nie za bardzo. To ewidentnie zagrażało (świadomie!) żegludze. Zapewniam, że byłby to ruch z którego Japończycy nie wytłumaczyliby się. Pewno w końcu jakoś by im to uszło (gdyby nie robili tego raz po raz), ale wrażenie byłoby może nawet gorsze niż niespodziewany atak na Port Artur (niespodziewany na tyle, że się go spodziewano, tyle że Rosjanie nie wiedzieli kiedy).
ODPOWIEDZ