Świat Piratów Morskich

Okręty Wojenne do 1905 roku

Moderatorzy: Marmik, crolick

Awatar użytkownika
Edward Teach
Posty: 581
Rejestracja: 2006-09-22, 23:13
Lokalizacja: Gdańsk

Świat Piratów Morskich

Post autor: Edward Teach »

Obrazek

Po raz pierwszy przeczytałem tą książkę jak miałem lat kilkanaście. Długo potem, książka leżała na półce, aż postanowiłem do niej zajrzeć ponownie. Przeczytałem ją jednym tchem. Myślę, że wszyscy na tym forum przeczytali tą książkę. Jest tu oczywiście sporo o Moich przygodach :D , ale zawsze najbardziej interesował mnie żałosny koniec niejakiego Wiliama Kidda.

Obrazek

Jak myślicie. Za co tak potraktowano tego dżentelmena? Przecież William Kidd wyruszył na wyprawę jako korsarz, z błogosławieństwem angielskiego rządu. Czyżby został powieszony za niewinność?
Edward Teach www.pdf-model.pl
Awatar użytkownika
AvM
Posty: 5696
Rejestracja: 2004-08-03, 01:56

Re: Świat Piratów Morskich

Post autor: AvM »

Jak myślicie. Za co tak potraktowano tego dżentelmena? Przecież William Kidd wyruszył na wyprawę jako korsarz, z błogosławieństwem angielskiego rządu. Czyżby został powieszony za niewinność?
Moge sie mylic, ale kiedys ogladalem na History (chyba) dokument on nim. O ile pamietam, Kidd zadal dopuszenia do sadu jakis dokumentow. Dokumentow nie bylo, nie znaleziono, Dopiero po 2000 te dokumenty gdzie sie znalazly.
Awatar użytkownika
dessire_62
Posty: 1948
Rejestracja: 2007-12-31, 16:30
Lokalizacja: Głogów Małopolski

Re: Świat Piratów Morskich

Post autor: dessire_62 »

Polecam Piraci-Black Sails na Netflixie
https://www.netflix.com/pl/title/70285580

https://pl.wikipedia.org/wiki/Piraci_(s ... lewizyjny)
Wśród bohaterów serialu znalazły się postaci historyczne takie jak piraci: Anne Bonny, Jack Rackham, Charles Vane, Ned Low, Benjamin Hornigold i Edward Teach (Czarnobrody). Do postaci literackich należą James Flint, Billy Bones i John Silver.
super
Krzysztof Gerlach
Posty: 4381
Rejestracja: 2006-05-30, 08:52
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Świat Piratów Morskich

Post autor: Krzysztof Gerlach »

Sprawa William Kidda jest już dawno rozstrzygnięta, na ile można uznać za rozstrzygnięty dowolny proces sądowy, w którym oskarżony nie przyznaje się do winy, a zeznania świadków mają fragmenty sprzeczne. Jest wciąż wyciągana na nowo tylko dla robienia sensacji i szukania tajemnic, tam gdzie ich nie ma, plus na potrzeby "łowców skarbów".
Generalnie przechodzenie licencjonowanych korsarzy w zwykłych piratów jest tak stare jak sama instytucja korsarstwa i nagminne, notowane przez wieki. To, że ktoś wyszedł w morze jako korsarz, nie stwarzało żadnej gwarancji pozostania do końca w tej roli. List kaperski nie upoważniał do rabowania każdego, kto się nawinie. William Kidd wyruszył z zadaniem zwalczania piratów, a także Francuzów, z którymi Anglicy akurat toczyli wojnę (tzw. wojna Francji z Ligą Augsburską). Jednak wystawienie i wyekwipowanie okrętu kaperskiego kosztowało, więc musieli się znaleźć sponsorzy. Kidd był tak pewny siebie, że podpisał durne zobowiązanie powrotu w krótkim czasie z wielkimi bogactwami, z zastrzeżeniem gigantycznego odszkodowania dla sponsorów, gdyby mu się to nie udało. Zatem powrót bez łupów oznaczał skończenie życia w więzieniu dla niewypłacalnych dłużników. Tymczasem szczęście od początku mu nie sprzyjało. Nie mógł niczego zdobyć, załoga się buntowała i na dodatek wszedł w złe stosunki z dowódcami Royal Navy oraz kapitanami statków Kompanii Wschodnioindyjskiej, którzy oskarżali go o pirackie intencje na długo przedtem, zanim rzeczywiście zaczął popełniać akty piractwa. W tej atmosferze pozyskał dodatkową jednostkę w ten sposób, że zaprosił kapitana napotkanego angielskiego statku handlowego do swojej kabiny, gdzie ten szczęśliwie natychmiast wyzionął ducha. Potem próbował zaatakować neutralny konwój na Oceanie Indyjskim, chroniony przez Anglików; chociaż jest faktem, że on do swoich nie strzelał, a ostatecznie żadnego statku z konwoju nie przechwycił, to zamiar był oczywisty. Coraz bardziej zdesperowany, uderzył na statek płynący pod angielską banderą! Na procesie utrzymywał, że jego załoga obrabowała napadniętych, torturując okrutnie załogę dla wyciągnięcia informacji o ukrytych dobrach, bez jego wiedzy, kiedy siedział zamknięty w kabinie. Gdyby nawet to była prawda, nie mógł zaprzeczyć, że rzeczy istotne dla żeglugi przeniesiono do ładowni własnego okrętu na jego bezpośredni rozkaz, a ponadto porwał szypra z tamtego żaglowca, Anglika (!), zmuszając go do służenia sobie w roli pilota i chowając w głębi ładowni przy okazji każdego kontaktu z przedstawicielami Anglii. Zdobył w końcu wielkie bogactwa łapiąc dwa statki neutralne, do których zbliżył się podstępnie pod francuską banderą, niby pod pretekstem sprawdzenia, czy mają francuskie zezwolenia na żeglugę. Oba je miały (to są właśnie te tajemnicze papiery wspominane przez AvM), co posłużyło mu do twierdzenia, że zajął statki legalnie, jako korsarz, skoro handlowały pod opieką Francuzów. Następnie zetknął się z bezdyskusyjnymi angielskimi piratami, których miał obowiązek ścigać, ale zamiast tego bratał się z nimi i ucztował. Na procesie twierdził, że był za słaby na otwarty atak, a owo fraternizowanie się stanowiło część misternego planu ujęcia piratów podstępem. Trudno to udowodnić w jakąkolwiek stronę, ponieważ do żadnej próby nie doszło. W czasie jednego z wypadów Kidd zamordował członka własnej załogi - wobec gromady świadków nie mógł temu na procesie zaprzeczyć; tłumaczył się buntowniczymi wypowiedziami zabitego i własnym zdenerwowaniem. Ostatecznie wrócił do Ameryki Północnej, skąd wyruszył, mając pełną świadomość, że jest ścigany przez Anglików jako pirat, ale będąc przekonany, że się wybroni. Został aresztowany, znaleziono przy nim masę bogactw - złoto, srebro, drogie kamienie i inne cenne towary oraz owe francuskie zezwolenia na przejście, które miały mu posłużyć do legitymizacji swoich poczynań. Główny oskarżyciel (nie w sensie procesowym) i wróg, gubernator Bellmont, widział te papiery i odesłał ze wszystkim (oraz samym Kiddem) do Anglii. Na serii procesów (bo to nie była jedna rozprawa) Kidd nie mógł jednak owych świadectw przedstawić, ponieważ tajemniczo zaginęły i odnalazły się dopiero w XX w. Podaje się osobę, które je mogła specjalnie schować, ale - znowu - nie sposób tego udowodnić. Czy wybroniłyby Kidda? Faktycznej neutralności obrabowanych statków (częściowo na dodatek z angielskimi i holenderskimi oficerami!) nawet on nie mógł zaprzeczyć, a czy sąd podzieliłby jego zapatrywania, że posiadanie francuskiego glejtu chroniącego jednostkę przed francuskimi represjami czyniło ją francuską i w ten sposób legalnym pryzem, nie sposób dociec w systemie sądowniczym prawie bez praw pisanych. Może tak, sam Kidd był o tym głęboko przekonany. Nie dało się zaprzeczyć atakowi na angielski statek i pirackim uwięzieniu jego kapitana. Nie dało się zaprzeczyć zabiciu członka własnej załogi. Nie dało się zaprzeczyć faktycznej (choć może rzeczywiście wymuszonej okolicznościami) współpracy z piratami, których miał zwalczać. Kidd nie padł więc ofiarą żadnej pomyłki sądowej, chociaż niewątpliwie dużo zrobiono, aby atmosfera wokół niego była bardzo nieprzychylna, a wielu znacznie bardziej winnych uchodziło jakiejkolwiek karze. No i na zakończenie jeszcze jedna rzecz, która postawiła pod ogromnym znakiem zapytania całą obronę Kidda. Już po skazaniu oferował państwu, w zamian za darowanie życia, gigantyczną sumę 100 000 funtów, jaką miał ukryć w sobie tylko znanych kryjówkach. Logika (obca oczywiście łowcom skarbów i tym, którzy zarabiają na pisaniu książek o nich) podpowiada, że niemal na pewno chodziło tylko o desperacki odruch człowieka postawionego przed perspektywą rychłej i haniebnej śmierci. Gdyby jednak to była prawda, przekreślałby w ogóle niewinność kapitana, ponieważ ukrycie łupów przed inwestorami, dzięki którym do wyprawy korsarskiej doszło, podlegało takiej samej ocenie jak piractwo wg wszelkich ówczesnych praw - czyniło z takiej osoby pirata bez żadnej osłonki pozorów.
Krzysztof Gerlach
Posty: 4381
Rejestracja: 2006-05-30, 08:52
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Świat Piratów Morskich

Post autor: Krzysztof Gerlach »

Ciekawostką mogą być za to powody, dla których akurat Williama Kidda tak zaciekle tropiono, oskarżano i ostro potraktowano, kiedy w tym czasie Anglicy mieli gromady znacznie groźniejszych i bardziej brutalnych piratów, całkowicie drwiących z władzy państwowej. Dlaczego właśnie on przeszedł do historii i stał się symbolem piractwa, mimo że jego udział w tym procederze nie umywał się do wkładu innych? Otóż przyczyn było wiele. Składały się nań jego głupota, arogancja, pech oraz wyjątkowa sytuacja polityczna. Na tę ostatnią nie miał żadnego wpływu, ale też nikt nie stworzył jej specjalnie na jego cześć. Głupota spowodowała podpisanie kontraktu, o którym wspomniałem. Nikt mu nie kazał tego robić, ale jego cechowała zbyt wielka pewność siebie i mała ostrożność. Tylko w bajkach o piratach (o filmach nie wspominając) rozbójnicy morscy zawsze kończą ze skrzyniami pełnymi złota i klejnotów. Korsarstwo było trudnym biznesem, niektórzy tracili na nim majątki, zamiast je zyskiwać, a większość nie dochodziła do niczego. Gdyby Kidd nie zobowiązał się głupio do zdobycia wielkich bogactw w krótkim czasie pod karą ogromnego odszkodowania, nie byłby potem tak zdesperowany, mógłby postępować znacznie bardziej rozważnie i z mniejszym pośpiechem. Nic nie wskazuje na to, aby wyruszając z listem kaperskim miał faktycznie jakikolwiek zamiar przeistoczyć się w pirata. Nie pochodził z dołów społecznych, żył sobie wygodnie i dostatnio, u boku bogatej żony, z rodziną. Chciał tylko zarobić i przeżyć przygodę. Pech prześladował go niemal od początku. Jeszcze przed dotarciem na Ocean Indyjski wpadł we mgle (w grudniu 1696) na konwój statków wschodnioindyjskich osłanianych przez angielskie okręty wojenne. Dowódca eskorty zamierzał oskubać go z najlepszych marynarzy, by uzupełnić własne braki w załodze. Miał do tego podczas wojny wszelkie prawa, ale trudno się dziwić, że Kidd nie stał się entuzjastą pomysłu i umknął potajemnie w nocy (na wiosłach). Kapitan Royal Navy został wystrychnięty na dudka (co nigdy nie jest miłe) i stracił źródło wyćwiczonych marynarzy; na dodatek potraktował rzecz bardzo osobiście, ponieważ wcześniej przez ponad tydzień zapraszał Kidda do swojej kajuty, gdzie ten wyjadał jego przysmaki i spijał jego wino. Dlatego opowiadał potem, że Kidd po pijanemu zwierzał mu się z zamiaru atakowania wszystkich jednostek, bez względu na banderę, w tym angielskich. Z wielu oczywistych względów było to skrajnie nieprawdopodobne, ale wystarczyło do zasiania fermentu wśród dowódców angielskich okrętów wojennych - jeden ze "swoich" został ośmieszony przez podejrzanego osobnika, potencjalnego pirata. Następnie Kidd miał kontakty (w portach i na morzu) z kapitanami angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Zachowując się skrajnie arogancko próbował ich zmusić do podporządkowania się swojej woli, utrzymując kłamliwie, że - jako posiadacz królewskiego listu kaperskiego - rzekomo stoi od nich wyżej w hierarchii na morzu. Oczywiście ta arogancja, kłamstwa i nawet próby rabunku (ze strony zniecierpliwionej pechem załogi korsarza), nastawiły oficerów i urzędników Kompanii maksymalnie przeciw niemu, pozwalając na podtrzymywanie i rozszerzanie narracji, że naprawdę chodzi o pirata, nie dbającego o zasady swojej licencji. Zarówno środowisko kapitanów marynarki wojennej, jak i kapitanów Kompanii Wschodnioindyjskiej miały wielkie wpływy, więc fama o piractwie Kidda zaczęła wyprzedzać czyny.
Pechowe dla niego okoliczności polityczne polegały na tym, że pod koniec XVII w. daleko było jeszcze do czasów, kiedy to Kompania rządziła Indiami i wpływała na wybór lokalnych władców. Na razie Anglicy mogli mieć faktorie i prowadzić zyskowny handel tylko dzięki zgodzie rozmaitych panujących i ich urzędników. Stale groziła im zmiana tego nastawienia i całkowite wypchnięcie z subkontynentu (jak to się zresztą częściowo przydarzyło podczas konfliktu z lat 1686-1690, z którego Anglicy wyszli upokorzeni, zmuszeni do zapłaty odszkodowania i usunięcia własnego gubernatora). Aby zasłużyć na łaskawość, Kompania pomagała w ochronie żeglugi na Oceanie Indyjskim przed lokalnymi i europejskimi piratami, zwłaszcza tradycyjnych dla muzułmanów pielgrzymek morskich do Mekki. W 1695 r., tuż przed pojawieniem się na tych wodach Kidda, słynny angielski pirat Henry (John) Avery zdobył wyładowany skarbami statek Wielkiego Mogoła (podobno z jego córką na pokładzie), a popełnione przy tym okrucieństwa i skala rabunku wstrząsnęły ówczesnym światem. W oczach muzułmanów popełniono nie tylko zbrodnię, ale i świętokradztwo. Wściekłość władców i mieszkańców Indii bardzo zaszkodziła wszystkim tamtejszym Europejczykom, a przede wszystkim Anglikom. Napadano na nich, linczowano, rabowano faktorie, wielu wtrącono prawie na rok do więzienia. Wielki Moguł postawił pod znakiem zapytania ich dalszą egzystencję na ziemiach, nad którymi miał nominalne zwierzchnictwo. Kompanii groziły ogromne straty finansowe. Anglicy i ich ówcześni sojusznicy, Holendrzy, zostali zmuszeni do wzmożenia wysiłków dla eskortowania lokalnych konwojów przy pomocy silnie uzbrojonych europejskich żaglowców wschodnioindyjskich. Kiedy pech nie opuszczał Kidda i ciągle pozbawiał go szans ataku na francuskie statki handlowe, desperacja oraz postawa załogi zmusiły go do ataku na taki właśnie konwój ochraniany przez jeden okręt angielski i dwa holenderskie. List kaperski nie upoważniał go do uderzania na żeglugę neutralną, a eskorta czyniła jasnym, że w tym przypadku nawet wykręt z francuskimi zezwoleniami żeglugowymi nie mógł mieć miejsca. Już w tym momencie stał się rzeczywistym piratem i tak go szeroko ogłoszono. Nie ulega wątpliwości, że Kidd nadal miał nadzieję na ograniczenie skali swoich poczynań sprzecznych z prawem, na powrót do działań kaperskich i na wykpienie się od zarzutów dzięki zdobyciu pieniędzy, którymi dałoby się posmarować odpowiednie ręce, jak robiło to wielu przed nim. Ale wiadomości rozpowszechniane przez dowódców Royal Navy, przez kapitanów Kompanii, a dodatkowo fatalnie wybrany moment ataku na ochraniany przez sojuszników konwój w tak newralgicznej dla Anglików sytuacji w Indiach, uczyniły z niego w oczach opinii publicznej "arcypirata", co oczywiście było krzywdzące. Tym niemniej nawet te zdobycze, które chciał widzieć jako usprawiedliwione (z uwagi na francuskie zezwolenia przewozowe), były przecież wymierzone w spokojną ludność miejscową, nie stojącą po żadnej stronie w wojnie Francuzów z Ligą Augsburską. Wywołały podobną wściekłość w Indiach, jak wyczyny Avery'ego, taki sam gniew skierowany przeciwko Kompanii Wschodnioindyjskiej, identyczne tumulty wymierzone w Anglików, konieczność wypłaty odszkodowań. Muzułmanie i Armeńczycy obecni na pochwyconych statkach rozgłaszali potem wieści o gwałtach czynionych przez Kidda i jego ludzi, szkodząc niewymownie interesom Anglii. W tych okolicznościach władze angielskie zadbały, aby okazanie pryncypialności i stanowczości wyszło jak najbardziej okazale. Zaginięcie papierów z pewnością pomogło w skazaniu Kidda, lecz bardzo wątpię, by było przesądzające. Jego największa zdobycz, statek "Quedagh" (pochwycony 30.01.1698), był bengalską jednostką z Suratu, dowodzoną - wbrew późniejszym kłamstwom Kidda - przez angielskiego kapitana (z dość międzynarodową załogą; funkcję oficerów pełnili Holendrzy), a warty około 50 tysięcy funtów ładunek muślinu, kaliko, jedwabiu, cukru, saletry, opium, żelaznych kotwic, dział i sztab, a także złota, srebra i klejnotów, należał w dużej części do Armeńczyków i innych poddanych Wielkiego Mogoła. Wieści o tym, że pirackiego napadu dokonał kolejny Anglik, na dodatek legitymujący się królewską komisją, tylko wzmogły wściekłość władcy. Angielscy kupcy znów musieli uciekać przed tłumem, cesarz zażądał pokrycia przez Kompanię wszystkich szkód, zabroniono handlu z nimi, pobito ich krajowych wspólników, zablokowano dostawy wszelkiej żywności, zagrożono wydaleniem. W końcu zamknięto wszystkie faktorie Kompanii Wschodnioindyjskiej, tę w Suracie splądrowano. Anglicy musieli zapłacić znacznie większe pieniądze, niż te zdobyte przez Kidda, którego nazwisko stało się w Indiach symbolem angielskiego piractwa i dwulicowości, więc jego samozadowolenie tylko drażniło. Dla rabowanych, zabijanych i poniżanych bogaczy indyjskich było kompletnie obojętne, czy na napadniętym statku znajdował się jakiś europejski papierek, czy nie. Gdyby jakiś szczwany prawnik pomógł mu się wywinąć od kary dzięki tym francuskim zezwoleniom przewozowym, angielska Kompania Wschodnioindyjska zapłaciłaby jeszcze drożej, chociaż jego wyczyny i tak kosztowały ją majątek. Kidd miał atakować piratów i Francuzów - nie tknął żadnego, ofiarami napadów padli tylko neutralni kupcy, a za wszystko zapłaciła (z dużą nawiązką) Anglia! Jest więc niezwykle prawdopodobne, że te papiery rzeczywiście specjalnie ukryto.
ODPOWIEDZ