Dobrze by było, gdyby to rzeczywiście nasze służby do tej katastrofy doprowadziły. I Rosjanie do tego sami doszli (lub jak kto woli - w to uwierzyli).
Podobno gen. Nowak to typ, który głos zabiera rzadko i jak już coś powie to powie... Więc może coś jest na rzeczy? Chciałoby się wierzyć...
Tym bardziej, że cała rzecz ma sens.
Z tym, że za tym powinny iść dalsze działania, niekoniecznie już polegające na niszczeniu bombowców (choć jakby jeszcze jeden zniszczyli, to chyba nikt nie miałby nic przeciwko temu?).
Swego czasu wspomniałem, że nie rozumiem współczesnego pola walki. Tymczasem przeczytałem, że w ramach ostatniej operacji "cztery pory roku", w czasie której Ukraińcy odbili trochę terenu, podobno wprowadzili do akcji czołgi. Co prawda raptem dwa, ale jednak. I co istotne, to podobno, pomimo licznych trafień (dronami), oba czołgi wróciły i to z relatywnie niewielkimi uszkodzeniami. Przy czym, jeśli wierzyć relacjom, oddały Ukraińcom bardzo duże usługi (co akurat jestem w stanie zrozumieć, bo linia frontu jest "rzadka" a żołnierze znajdujący się na pozycjach raczej na walkę z czołgami się chyba nie nastawiają, więc ich pojawienie mogło ich zaskoczyć). Podobno czolgi współpracowały w czasie tej operacji z dronami, ale na czym miałaby ta "współpraca" polegać - diabli wiedzą. Coś ktoś wie więcej na ten temat?
Odnośnie zaś dronów, to widziałem też jakiś czas temu filmik *chyba sprzed dwóch lat) na którym nasz Twardy został pięciokrotnie, raz po raz, trafiony dronami (chyba Lancetami - więc to spore drony) i dalej sobie jechał. Nie powiem "jak gdyby nigdy nic", ale jednak.