Napoleon nie pamiętasz kto przewalił wybory w 2015.roku?
Smoku, w państwie demokratycznym nikt (żadne ugrupowanie) nie będzie rządzić wiecznie. Raz dlatego, że rządy demokratyczne opierają się na kompromisach. A kompromis oznacza, że nikt nie dostanie tego czego chce. Można to w danym momencie zaakceptować, ale po jakimś czasie to czego ktoś nie dostał zacznie się nawarstwiać i w końcu ten ktoś uzna, że może by dać szansę komuś innemu (innemu ugrupowaniu). Więc przegrane wpisują się w funkcjonowanie każdej partii. Dwa, ludzie się nudzą i po jakimś czasie chcą zmiany. Dla samej zmiany, nawet, jeśli aktualnie rządzącym nie mają nic specjalnego do zarzucenia.
Nasz problem w Polsce (ale nie tylko w Polsce) polega na tym, że są ugrupowania negujące ustrój demokratyczny. I ich wygrana może zagrozić istniejącemu systemowi politycznemu - a jeśli te ugrupowania swój cel zrealizują, to drogi odwrotnej nie będzie. Z demokracji do autorytaryzmu jest tylko jedna droga (wpisana w system, bo ustrój zmienić można zawsze, ale to może bardzo dużo kosztować). Taki stan rzeczy sprzyja też podziałom, bo kompromisy można zawierać tylko pomiędzy tymi, którzy stają na tym samym gruncie ustrojowym - wyznają te same zasady, wartości. Jeśli tak nie jest, kompromis jest niemożliwy.
W normalnych warunkach przegrana nie jest problemem. W obecnych, każda przegrana obozu prodemokratycznego może zakończyć się zmianą ustroju - zmianą trudną do odwrócenia. Aczkolwiek, z drugiej strony, historia lat 2015-2023 pokazuje, że wbrew pozorom to też nie jest takie łatwe. Jest jednak ryzyko - i to jest problem. Bo to ryzyko utrudnia prowadzenie racjonalnej polityki.
PiS wygrał wybory w 2015 roku i zdobył bezwzględną przewagę w parlamencie. Trochę fuksem, ale jednak. Jak Kaczyński to potem wyjaśnił (w przypływie szczerości, Waszczykowski był jeszcze bardziej szczery bo powiedział wprost o zmianie ustroju), potrzebował trzech kadencji by "zmienić" Polskę, czyli ustrój. Wybory 2019 miały dać PiS większość konstytucyjną a kolejne byłyby już tylko od pozamiatania. Tak się nie stało, pomimo wysiłków. Program 500+, 13. i 14. emerytury i całe to socjalne zło które PiS wprowadził w życie (i to co temu towarzyszyło, czyli np. oszczędności na armii) temu miały służyć. Koszty się nie liczyły, interes państwa się nie liczył, liczyła się tylko władza. W porównaniu z tym przegrana PO (a w zasadzie ugrupowań prodemokratycznych, bo tak by to należało ująć) w 2015 to "drobiazg". Większe znaczenie miała "porażka" PiS w 2019 roku. Bo nie został zrealizowany cel, któremu podporządkowano absolutnie wszystko. Co umożliwiło odzyskanie władzy przez siły prodemokratyczne w 2023 roku.
Porażki też mogą okazać się jakimś tam sukcesem, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę
Regulacje które ty proponujesz oznaczają powrót do cenzury. Przerabialiśmy w PRL-u.
1. A jakie ja to regulacje proponuję?
2. Nie przerabialiśmy tego w PRL-u. Choćby dlatego, że wówczas nie było internetu czy też mediów społecznościowych. Więc żadnych regulacji w tym zakresie nie było. Aczkolwiek wiele innych warunków też nie było spełnionych. Stąd to co piszesz jest bzdurą. Świat się zmienia. Zmieniają się narzędzia, za pomocą których można naruszać wolność innych jednostek, czynić zło. Regulacje muszą za tym nadążać.
3. Wolność człowieka jest (powinna być) ograniczona tylko wolnością drugiego człowieka. Jeśli np. za pomocą mediów społecznościowych można innego człowieka skrzywdzić, naruszyć jego wolność, to powinny tu zostać nałożone regulacje to uniemożliwiające. Ktoś, kto się temu sprzeciwia, opowiada się za anarchią. Jeśli demokratyczne państwa nie poradzą sobie z tym problemem, poradzą sobie państwa autokratyczne, które demokracje zastąpią. I wtedy będziesz miał jedynie słuszny przekaz.
Wystarczy napisać, że: EU ma wady ty odpalasz z "PiS chce polexitu".
Każda instytucja ma wady. UE też - i nie jest to niczyją tajemnicą.
Natomiast tylko ślepiec nie zauważa tego, że PiS już od dawna (w zasadzie to od końca 2015 roku) jest na kursie na polexit. I jesli uda mu się dłużej porządzić, polexit stanie się faktem.
Gregski, tłumaczyłem to wielokrotnie. PiS chce zmienić ustrój Polski (tak jak Fidesz zmienił ustrój Węgier) na niedemokratyczny. Tymczasem praworządność (bezosobowe rządy prawa; dominacja prawa nad jednostkowymi decyzjami) może istnieć TYLKO w ramach systemu demokratycznego. Bo tylko wtedy władza sądownicza może być oddzielona od pozostałych. UE oparta jest na wspólnym rynku. Rynek to konkurencja. A tam gdzie jest konkurencja pojawiają się spory. Które muszą być rozstrzygane mniej więcej według tych samych zasad. Wszędzie na obszarze tegoż wspólnego rynku, czyli UE. Jeśli Polska zmieni ustrój, przestaniemy pasować do systemu. A to będzie musiało prędzej czy później oznaczać polexit.
Powiesz, że "prawdziwa" demokracja to jest ta pisowska a nie unijna? OK, nie będę się z Tobą kłócił. To bzdura, ale dyskusja tu nie ma znaczenia, bo jeśli chcemy być w UE to musimy przyjąć unijną definicję demokracji. A jeśli nie przyjmiemy, będziemy ją kontestować a za tym i porządek unijny, to pozostaje nam TYLKO JEDNA DROGA - polexit. Otwartą kwestią jest tylko to ile by to zajęło czasu.
Rzecz jest prosta jak budowa cepa. I tylko głupiec nie jest w stanie tego zrozumieć.
Dobrym przykładem jest tu SAFE.