Zwrot przez prawą burtę.
: 2026-04-21, 09:53
Znów mylisz pojęcia. Jeśli nie znał tak istotnych faktów z historii, to znaczy, że był nieukiem. Co nie przeszkadza, że mógł być równocześnie dobrym inżynierem. To, że się jest fachowcem w jakijś dziedzinie nie przeszkadza temu, że można być ignorantem w innej. Przy czym istnieje też coś takiego jak "wiedza ogólna" przynależna każdemu, w której wypada się orientować. Można być dobrym fachowcem w jakiejś dziedzinie i kompletnym ignorantem w zakresie tej "wiedzy ogólnej" - co człekowi dobrego świadectwa nie wystawia. I z tym, zapewne, mamy tu do czynienia w przykładzie, na który się powołałeś.On nie był nieukiem. To bardzo dobry inżynier.
Aby tą "wiedzę ogólną" mieć, potrzebna jest szkoła. I tu możemy dyskutować o podstawie programowej. Ten facet mógł tej wiedzy nie mieć ze swojej winy (choć szkołę skończył i jak sam piszesz czegoś się nauczył), mogła to też być wina szkoły. W tej chwili "modna" jest postawa by szkoła przede wszystkim uczyła tego jak się samemu uczyć. To prawda, ale potrzebna jest też podstawa, którą szkoła powinna dostarczyć. Zazwyczaj dochodzi do przegięć w jeną lub drugą stronę, a potrzeba tu pewnego wyśrodkowania. I według mnie, to "wyśrodkowanie" budzi najwięcej dyskusji. Bo jak zwykle w takich wypadkach trzeba zawierać jakieś kompromisy - a kompromisy sprawiają, że nikt nie dostaje tego czego chce. W efekcie, nikt zadowolony nie jest. Ale inaczej się nie da.
Myślę, że nasz spór w tym wypadku do tego się sprowadza.
O tym piszę. KAŻDE skrajności są złe. A tu chyba z czymś takim mamy do czynienia. Tyle, że obawiam się czytając to co piszesz lub to co pisze Tom, że Wy jesteście z kolei zwolennikami drugiej skrajności. A to też nie byłoby dobre.Historia, geografia, biologia nie znają podstawowych pojęć. Nie chwytają nawet najpopularniejszych cytatów z Shakespeare'a czy Burns'a....
No i? Już kiedyś np. przytaczałeś z kolei ceny paliw. Też nie wiem do końca po co. Patrząc na ogólne wskaźniki i potencjał, UE JEST potęgą. A co będzie - zobaczymy. Na pewno, jeśli UE się rozpadnie, nie będzie to sprzyjało rozwojowi gospodarczemu Europy. Dla UE alternatywy NIE MA. Więc zastanawiam się czego chcesz skoro imponuje Ci tak jeszcze szybszy rozwój? Bo UE ograniczona tylko do wspólnego rynku nie przetrwa pierwszego kryzysu, więc dla obecnej formy wspólnoty alternatywy nie ma. Tym bardziej, że ta forma wspólnoty w sumie się sprawdziła.Czyli USA rosły 2.5 raza szybciej...
A co do tempa wzrostu... Z Chinami nie ma się co porównywać, gdyż Chiny wystartowały w latach 70. z dna. A startując z dna zawsze łatwiej osiągnąć dobre wyniki. Im kraj bogatszy tym mu gospodarka rosnąć będzie wolniej - to standard. Co do USA... Wszystko ma swą cenę. Gdyby ten szybki wzrost na który się powołujesz przynosił same korzyści, to USA nie miałoby tych problemów, które ma (i nie byłoby Trumpa, który na tym zrobił polityczny kapitał). Upraszczając, wzrost to inwestycje, a inwestycje to nieskonsumowany kapitał. Czyli - ktoś za ten wzrost musi zapłacić. Amerykanie ubożeją - i tu jest jakiś trop (bo to nie jest przypadek - każda rzecz ma swą cenę, ZAWSZE). Twierdzisz, że np. eksport kapitału (przenoszenie przemysłu tam gdzie jest taniej) to złe zjawisko, ale ten szybszy wzrost to poniekąd m.in. efekt takich działań. W tym co piszesz jest trochę takiego podejścia, że chciałbyś zjeść ciastko i jednocześnie je mieć. Nie dostrzegasz tego, mam wrażenie.
Jesli tak zachwycasz się amerykańskim czy chińskim wzrostem gospodarczym, to zastanów się jaka jest tego cena. Bo tej ceny w ogóle nie bierzesz pod uwagę! A powinieneś.