Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

czyli hobby, kultura, sztuka, wścieklizna i w ogóle offtopic...

Moderator: nicpon

Awatar użytkownika
SmokEustachy
Posty: 4057
Rejestracja: 2004-01-06, 14:28
Lokalizacja: Oxenfurt
Kontakt:

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: SmokEustachy »

Skupmy się może jednak na filmach a nie na różnych morskich opowieściach.
BTW

Awatar użytkownika
Radeckij
Posty: 186
Rejestracja: 2006-02-05, 16:03
Lokalizacja: Tęczoburg

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Radeckij »

Róbmy swoje! Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje! Bo jeżeli ciut się chce,
Drobiazgów parę się uchowa: Kultura, sztuka, wolność słowa, Kochani
Róbmy swoje!
Awatar użytkownika
Marmik
Posty: 4606
Rejestracja: 2006-04-30, 23:49
Lokalizacja: Puck

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Marmik »

SmokEustachy pisze: 2021-08-03, 23:22Skupmy się może jednak na filmach a nie na różnych morskich opowieściach.
Kanon to kanon. Wojny klonów w PT zostały nakreślone baaaaardzo powierzchownie (o tym, że PT jest najbardziej zrytym elementem Star Wars do czasu śmierdzących wymiocin jakimi jest NT to chyba nie ma co dyskutować). Właśnie po to by pokazać ich ogrom powstały film i dwa seriale "Wojny klonów". co ciekawe, decydując się na film "Wojny klonów" Lucas zrobił to czego zapewne nie do końca chciał zrobić kręcąc "Mroczne widmo", ale tak mu wyszło :) Film dla 10-12 latków.
Animowane "Wojny klonów" to wybitny film dla dzieci i choć zebrał katastrofalne recenzje to dziś jest kultowy, bo fani, którzy w końcu dorobili się swoich dzieci zrozumieli, że dla tychże dzieciaków to coś naprawdę ekstra. A potem serial... może bardzo nierówny, ale dorastający razem z widzem (sezon 5 a sezon 1 to dwie różne planety) i wprowadzający to czego nie ma w PT. Niesamowitą różnorodność Galaktyki, a przede wszystkim pokazujący powolną drogę Anakina ku ciemnej stronie (w PT zostało to przedstawione megaprymitywnie, że aż zęby bolały). Wprowadzenie padawana, który odegrał bardzo istotną rolę było tu genialnym zbiegiem, a powierzenie serialu Filoniemu to strzał w dziesiątkę. Ten człowiek czuje uniwersum. Chyba jako jeden z nielicznych niedobitków po danych gwiezdnych wojnach.

W tych filmikach to chyba autor jednak nie dopatrzył się, że spór o opodatkowanie szlaków dotyczył tego, że to Federacja nie chciała płacić podatków wszelkim nierobom takim jak Naboo, którzy mieli akurat to szczęście, że szklak przebiegał przez ich terytorium. W filmie jest mowa, że powstał spór, ale oczywiście Lucas dał d...py, że nie chciał zrzucać fiskalizacji na sielankowe Naboo i inne systemy chcące rękoma senatu wydoić federację. Przemówienie senatora Palpatine'a w senacie w którym mówi, że zło narodziło się w tym miejscu jakby nie zawierało w sobie odpowiedzi, a któż chciał czerpać kasą? Naiwny widz (typowy odbiorca 10-12 lat) nic z tego nie zrozumie i to bez znaczenia co by tam powiedzieli (ważne, że skumał kto jest dobry, a kto zły), ale wytrawny widz dostrzeże te niuanse, które koniec końców doprowadzą do owego, przytoczonego wyżej krótkiego przyznania się do winy Barrissy na procesie Ahoski Tano.

Ale wracam do samych wojen klonów.
Teoria o tym jakoby Sifo-Dyas za plecami Yody zamówił gigantyczną armię u Kaminoan jest jednym z najbardziej naciąganych argumentów jakie w ogóle pojawiają się w genezie Wojen Klonów. To się zwyczajnie nie trzyma kupy. Zamówienie armii wymagałoby udzielenia jakiejś promesy, do której Sifo-Dyas nie był w żaden sposób uprawniony. Założenie, że Kaminoanie wydadzą fortunę na hodowlę i szkolenie tylko na piękne oczy członka rady Jedi jest wielce nieprawdopodobne. Oczywiście mógł okłamać, że działa w imieniu całej rady i z upoważnienia wielkiego mistrza, ale to nadal bardzo naciągnę, bo jakieś raty jednak trzeba byłoby wpłacać. Zwłaszcza, że po śmierci Sifo-Dyasa jakby kontakt się zerwał i Lama Su w razie dłuższego milczenia szukałby kontaktu właśnie z Yodą. Śmierdzi tu pieniędzmi Dooku i koneksjami Palpatine'a. Bo jak inaczej w mózgach klonów znalazłby się bioczip, o którym nikt nic nie wiedział i nikt nic nie mówił? A przynajmniej Kaminoanie nie mówili członkom rady Jedi.

Dziur jest mnóstwo, ale to Star Wars, a nie Battlestar Galactica :)
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
Awatar użytkownika
SmokEustachy
Posty: 4057
Rejestracja: 2004-01-06, 14:28
Lokalizacja: Oxenfurt
Kontakt:

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: SmokEustachy »

Który Battlestar? Stary czy nowy?
http://trek.pl/forum/topic/bsg-1978/
Nowy to kiszka a stary to niekiszka.

2. Mniemam, że po Powrocie Jedi nie powinno już nic powstawać bo to nie ma sensu. Podobnie mniemam jak Rich Evans:


Film, który musi być tłumaczony przez książki, komiksy, kreskówki jest słaby.

Pierwszy w pełni udany film od 1983 roku to finał 2 sezonu Bombelka. Mandalorianin w istocie może się ostać. A w tych kreskówkach łazi martwy Maul i to jest absurd powodujący, że nie oglądam. Co za porażka/ Idę spać.
3. Mówimy o kreskówce Tartakovskiego?
4. Lepiej se pogadać o SW niż przebijać przez wynurzenia Napoleona. Niestety wyjeżdżam zaraz i nie mam czasu na pisanie. Ale Filoni ze swoim Mandalorianinem zebrał genialne oceny bo błyszczy na tle sekłeli:
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1 ... 2-spoilery

I kreacja jego ma liczne wady:
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1 ... zas-zaczac

Weźmy dla porównania bezsensowny odcinek siódmy sezony drugiego The Believer: niby ma jakiś sens bo porywają transporter aby wśliznąć się do bazy ale: Imperium nie wiadomo dlaczego wozi wybuchowy towar lądem, zamiast w jakiś pojazd wsadzić i powietrzem przewozić. Pojazdy transportowe są puszczane bez osłony. Mają szyby więc na kołach jadą. Jak wiadomo w Mandalorianinie szyby nie łączą się z napędem antygrawitacyjnym, albo to, albo tamto. Dlaczego?

https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1 ... ec-odwilzy

Dodano po 53 minutach 37 sekundach:
To DWS jest? Bo nie działa:
Service Unavailable

The server is temporarily unable to service your request due to maintenance downtime or capacity problems. Please try again later.

Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Marmik
Posty: 4606
Rejestracja: 2006-04-30, 23:49
Lokalizacja: Puck

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Marmik »

SmokEustachy pisze: 2021-08-05, 03:34 Który Battlestar? Stary czy nowy?
http://trek.pl/forum/topic/bsg-1978/
Nowy to kiszka a stary to niekiszka.
Jeden i drugi to niekiszka.
SmokEustachy pisze: 2021-08-05, 03:342. Mniemam, że po Powrocie Jedi nie powinno już nic powstawać bo to nie ma sensu.
Nie znajduję powodu dla którego miałbym tak mniemać.
Natomiast, saga zasługiwała na kontynuację w duchu OT, gdyż jak się okazało formuła PT się nie sprawdziła, choć z biegiem lat ludzie na sporo spraw przymknęli oko (nawet na gównianą grę Chistiansena, choć są wyjątki i debilnego Jar Jara nikt nie przełknął).
Zresztą wiele kultowych filmów nie miało dobrych recenzji (2001: Odyseja kosmiczna, Blade Runner).
Aż się prosiło o kontynuację na miarę trylogii Thrawna, ale nieco odsuniętej w czasie. Tyle, że Thrawn został już zużyty przez "Rebeliantów" i to był najlepszy strzał Filoniego, bo to rewelacyjnie przedstawiony wróg. Jakże inny od irytującego Imperatora i zimnego Vadera.
SmokEustachy pisze: 2021-08-05, 03:34Film, który musi być tłumaczony przez książki, komiksy, kreskówki jest słaby.
To niestety cecha całej NT. Tu nic nie trzyma się kupy, bo Disney reagował sondażami i w efekcie zamiast spójnej trylogii powstał zbiór fanfików, w sposób wybitnie obrzydliwy żerujący na nostalgii. Właśnie dlatego te filmy choć zarobiły miliardy to nigdy nie zdobędą statusu kultowych. Po prostu są wybitnie słabe.
SmokEustachy pisze: 2021-08-05, 03:34Pierwszy w pełni udany film od 1983 roku to finał 2 sezonu Bombelka. Mandalorianin w istocie może się ostać. A w tych kreskówkach łazi martwy Maul i to jest absurd powodujący, że nie oglądam. Co za porażka/ Idę spać.
Kreskówek nie musisz oglądać, bo target był inny i kreskówki świetnie wypełniły swoją rolę dostarczając całe grono nowych fanów Star War, którzy dziś już dobiegają 25-ki lub nawet trzydziestki. Maul, a w zasadzie jego pół, czy się podoba, czy nie, ale świetnie wpisuje się w dalsze opowieści. Jego przeżycie, nawet jak na zabraka jest mocno naciągnięte, ale Filoni nie chciał rezygnować z tak bardzo niewykorzystanego przez Lucasa antgonisty. I trzeba przyznać, że miał dobry pomysł jak pogmatwać zasadę dwóch Sithów, a sam Maul odegrał naprawdę ciekawą rolę w dalszych przygodach tak w "Wojnach kolnów", jak i w "rebeliantach" kształtując, a w zasadzie polerując ukształtowaną postać Obi-Wana Kenobiego.
W każdym razie zostało to zrobione miliard razy lepiej niż kompletnie pozbawione sensu ożywienie Palpaitne'a w epizodzie IX. Zresztą bezmiar bezsensów NT jest trudny do opisania i chiałbym znaleźć jakieś pozytywy. U mnie na nostalgii Kennedy i jej przydupasy ujechała tylko jeden epizod. I tak o jeden za dużo.

Natomiast co dobrego po 1983?
- film i serial CGI "Wojny klonów" (serial Tartakovskiego też lubię, ale sposób kręcenia i absurdalno mangowe wrzutki dużo mu odebrały)
- film "Łotr1"
- serial "Rebelianci"
- serial "Mandalorianin"
reszta... w większości lepiej jakby jej nie było.
SmokEustachy pisze: 2021-08-05, 03:34Ale Filoni ze swoim Mandalorianinem zebrał genialne oceny bo błyszczy na tle sekłeli:
Co ciekawe, w Mandalorianinie Filoni zrobił kilka kalek z Wojen Klonów. Przecież np. odcinek "Sanctuary" to żywcem przekalkowany pomysł z odcinka "Bounty hunters". Jest tego mnóstwo. Poza tym wykorzystano kilka ciekawych postaci z CW.
W aktorskim serialu Filoniemu pomogła doskonała muzyka i podążanie za klimatem sagi. On jeden czuje co to znaczy Star Wars i aż się boję, że któregoś dnia wszystko spieprzy. To będzie gorsze niż śmierć Lucasa, który na marginesie mówiąc przestał się pojawiać na premierach NT.
SmokEustachy pisze: 2021-08-05, 03:34I kreacja jego ma liczne wady
To jest cecha seriali. Mandalorianin ma łatwiej, bo jest dość liniowy, a i tak trzeba robić jakieś zapchajdziury. W "Wojnach Klonów" jest skakanie pomiędzy postaci, miejscami, a nawet (i to często) po osi czasowej. Bo wojny klonów nie prowdzą przez wojny klonów tylko pokazują Galaktykę w całej krasie z jej niesamowitą różnorodnością. To największa wartość serialu.
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
Awatar użytkownika
crolick
Posty: 4018
Rejestracja: 2004-01-05, 20:18
Lokalizacja: Syreni Gród
Kontakt:

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: crolick »

Marmik pisze: 2021-08-05, 16:24 Natomiast co dobrego po 1983?
- film "Łotr1"
- serial "Mandalorianin"
Absolutna zgoda.
Plus Freemakerowie :D
Podczas gdy Kłapouchy wszystkim się zadręcza,
Prosiaczek nie może się zdecydować, Królik wszystko kalkuluje,
a Sowa wygłasza wyrocznie - Puchatek po prostu jest...
cieciwa
Posty: 60
Rejestracja: 2004-09-21, 13:03

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: cieciwa »

Po 'Powrocie Jedi' należało zostawić 'centralne postacie' a można było skupić się na innych postaciach - zupełnie obcych i nie wspominanych a trylogii.
Gdzieś tam można było wspomnieć o tym co miało miejsce w głównej części, ale tylko wspomnieć.
W końcu rebelia powinna być dość liczna, można było ukazać przygody innych postaci z działaniami które dzieją się niemal równolegle z tymi z Trylogii.
Awatar użytkownika
Marmik
Posty: 4606
Rejestracja: 2006-04-30, 23:49
Lokalizacja: Puck

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Marmik »

Wtedy to nie byłaby gwiezdna saga, a by miało to sens to musi być saga Skywalkerów. W przeciwnym wypadku lepiej byłoby nic nie kręcić.
Inna sprawa, że w zasadzie po EVI ciężko było coś równie spektakularnego wymyślić, tak aby finał sagi był epicki. To co wyszło tym od myszki Mickie to taka sieczka... coś jak szybka gra wideo, w której nie trzeba nawet używać pada :) Szybka w ostatniej części, bo poprzednie dwie - a zwłaszcza EVIII - ciągnęły się jak flaki z olejem. Oglądałem wszystkie epizody kinie (to już 42 lata :) ). Widziałem już ludzi rozczarowanych EI, ale nawet wtedy nikt z kina nie wychodził przed końcem seansu. Na EVIII, a zwłaszcza na EIX takie osoby były. Nie ukrywam, że sam miałem wielką ochotę wyjść, ale wiedziałem, że więcej już tych filmów nie obejrzę, więc przemogłem się, by mieć pełny obraz dramatu.
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
cieciwa
Posty: 60
Rejestracja: 2004-09-21, 13:03

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: cieciwa »

Saga Skywalkerów to epizody 4-6. pozostałe mogły by już zupełnie luźno nawiązywać do tego.
Awatar użytkownika
Peperon
Posty: 5671
Rejestracja: 2010-11-05, 14:52
Lokalizacja: z Krakowa

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Peperon »

cieciwa pisze: 2021-08-07, 20:41 Saga Skywalkerów to epizody 4-6. pozostałe mogły by już zupełnie luźno nawiązywać do tego.
Prawdę mówiąc to epizody 1-3 też opowiadają o Skywalkerze - protoplaście rodu. Trochę naciągana to opowieść (E 1), ale później już jakoś idzie...
Ludzkość dzieli się na trzy części.
Żywych, zmarłych i tych co na morzu.
Awatar użytkownika
SmokEustachy
Posty: 4057
Rejestracja: 2004-01-06, 14:28
Lokalizacja: Oxenfurt
Kontakt:

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: SmokEustachy »

Problem z Lucasem jest taki:

widzimy, jak poprawili mu Nową Nadzieję w postprodukcji (może nie wszyscy to widzieli). Większość zmian była słuszna. Wnioski przedstawię.
Napoleon
Posty: 1899
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Napoleon »

Nie wiem jak Wy, ale moja opinia o sadze":
4-6 - Te części mnie oczarowały i sprawiły, że w "Gwiezdnych wojnach" się zakochałem. Drażniły mnie trochę niektóre fragmenty (naiwne, nawet wręcz infantylne), ale per saldo było OK.
1-3 - Te części mają chyba wielu krytyków, ale jak dla mnie są bardzo dobre. W zasadzie zmieniły treść sagi - częsci 4-6 sugerowały, że jest o Luck-u, 1-2 sprawiły, że całość (1-6) stały się sago o Lordzie Vaderze. Znów jest trochę fragmentów naiwnych, ale w sumie, wraz z 4-6, wszystko się logicznie spina i tworzy bardzo dobrą całość.
7-9 - Nieporozumienie!!! Ktoś coś zrobił na siłę i na dodatek, nie mając pomysłu, sięgnął po stare sprawdzone wzorce, które jednak moim zdaniem się za bardzo nie sprawdziły. A poziom infantylizmów i irracjonalnych zdarzeń (mających się nijak do tego co było do tej pory) przekroczył dopuszczalną granicę. W sumie to proponuję zbierać kasę by nakręcić nowe odcinki 7-9. Bo te które wyszły ja osobiście do serii nie zaliczam.

PS. Dodatki mieszczące się w konwencji, jak do tej pory dobre lub bardzo dobre.
Awatar użytkownika
SmokEustachy
Posty: 4057
Rejestracja: 2004-01-06, 14:28
Lokalizacja: Oxenfurt
Kontakt:

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: SmokEustachy »

Dobra.
Przemontowanie Nowej Nadziei pokazuje nam słabe strony Lucasa. Potem jak zaczął sam działać i przestali go kontrolować to te skłonności wyszły na wierzch nieokiełznane.
Zauważcie, że już zakończenie Powrotu Jedi ma 3 wątki z których walka w sali tronowej jest bez sensu bo nie ma wpływu na cokolwiek. O wyniku bitwy zadecydował Han wysadzając generator i Lando wysadzając Gwiazdę. Ale ponieważ scena jest zrobiona fantastycznie więc umyka to uwadze naszej. W prekłelach te wszystkie nonsensy nie są maskowane niczym.



2. Kontynuacja Sagi: problem jest taki, że jest to zamknięta historia, skończona i nie da się.
Nie da się ciągnąć tego według zasady WINCYJ wszystkiego, czego mamy dowód w postaci badziewi w starym kanonie i beznadziejnym nowym. Palpuś sczezł i święty spokój i nie ma z kim walczyć.

3. Czym się broni Mandalorianin?
Mamy teraz sporo filonizmów w Bombelku. Weźmy pierwszy odcinek. Kto robi takie drzwi, które jak coś przetną kolesia na pół? Nie wynaleźli tam jeszcze plandeki do Żuka bo jeżdżą w kabrio na mrozie, co jest bez sensu. Itp itd. Ale Mando się broni przygodami i Bombelkiem i Lukiem.

mamy tu koncepcję małej galaktyki i wielkiej galaktyki.

Dodano po 2 minutach 23 sekundach:
cieciwa pisze: 2021-08-06, 00:10 Po 'Powrocie Jedi' należało zostawić 'centralne postacie' a można było skupić się na innych postaciach - zupełnie obcych i nie wspominanych a trylogii.
Gdzieś tam można było wspomnieć o tym co miało miejsce w głównej części, ale tylko wspomnieć.
W końcu rebelia powinna być dość liczna, można było ukazać przygody innych postaci z działaniami które dzieją się niemal równolegle z tymi z Trylogii.
To jest koncepcja Wielkiej Galaktyki która przerasta pojmowanie Filoniego I Favreau.
LOTR 1 to koncepcja Małej Galaktyki gdzie wszyscy siedzą na kupie.
Awatar użytkownika
Marmik
Posty: 4606
Rejestracja: 2006-04-30, 23:49
Lokalizacja: Puck

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Marmik »

cieciwa pisze: 2021-08-07, 20:41Saga Skywalkerów to epizody 4-6. pozostałe mogły by już zupełnie luźno nawiązywać do tego.
Geneza tj. narodziny Imperium i Dartha Vadera zawarte w 1-3 akurat jak najbardziej wpisują się w sagę. To, że zostały nakręcone trochę pod dyktando nostalgii do OT to problem techniczny. Nadal jest to saga Skywalkerów.
Lucas rzekomo miał pomysł na E VII-IX i na roboczo widać, że JJ i ten drugi, którego imię i nazwisko nie przejdą mi przez klawisze, coś tam zaczerpnęli z tej koncepcji, ale bezmyślnie wymieszali to tworząc papkę, której nie da się zaakceptować. Oczywiście nie wiem jakby to wyszło Lucasowi, ale chociaż byłaby jakaś nowa nadzieja.
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
Awatar użytkownika
SmokEustachy
Posty: 4057
Rejestracja: 2004-01-06, 14:28
Lokalizacja: Oxenfurt
Kontakt:

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: SmokEustachy »

Marmik pisze: 2021-08-08, 22:28
cieciwa pisze: 2021-08-07, 20:41Saga Skywalkerów to epizody 4-6. pozostałe mogły by już zupełnie luźno nawiązywać do tego.
Geneza tj. narodziny Imperium i Dartha Vadera zawarte w 1-3 akurat jak najbardziej wpisują się w sagę. To, że zostały nakręcone trochę pod dyktando nostalgii do OT to problem techniczny. Nadal jest to saga Skywalkerów.
Midochloriany, niepokalane poczęcie, przepowiednia.
Rycerze Jedi którzy ubierają się jak wieśniacy na Tatooine i zabierają małe dzieci rodzicom. Przecież to się nie mogło utrzymać. Może Lucas się na klasztorze Shaolin wzorował. Tam ponoć tak jest.
Lucas rzekomo miał pomysł na E VII-IX i na roboczo widać, że JJ i ten drugi, którego imię i nazwisko nie przejdą mi przez klawisze, coś tam zaczerpnęli z tej koncepcji, ale bezmyślnie wymieszali to tworząc papkę, której nie da się zaakceptować. Oczywiście nie wiem jakby to wyszło Lucasowi, ale chociaż byłaby jakaś nowa nadzieja.
Whilsy jakieś i mikroby. Dobrze że to sprzedał jednak.
Awatar użytkownika
Marmik
Posty: 4606
Rejestracja: 2006-04-30, 23:49
Lokalizacja: Puck

Re: Star Wars - pogaduchy o uniwersum Lucasa

Post autor: Marmik »

SmokEustachy pisze: 2021-08-08, 22:33Whilsy jakieś i mikroby. Dobrze że to sprzedał jednak.
Możliwe, ale można domniemać, że nauczony gorzką lekcją PT nie zaoferowałby takiego gówna jak Kennedy i spółka.
Natomiast co do whillsów to w sumie Filoni zaoferował przedsmak na Mortis i uważam, że to było całkiem niezłe. Choć w CW było trochę mistyki (Siostry Nocy) to potem, już w Rebeliantach poszedł jeszcze dalej i zaserwował swoiste nawiązanie do starej republiki i pierwotnego ujęcia mocy. Może trochę ciężko było to przełknąć mając świadomość, że w tym czasie na Tatooine dorastał Luke, ale w sumie było OK. W tym kontekście wcześniejsze "wskrzeszenie" Maula (na marginesie, dało trochę humorystyczny wątek w sezonie 7, a wcześniej ostatecznie odcięło jakąkolwiek wizję życia poza zakonem i droga Jedi stała się jedynym celem) pozwoliło zamknąć misje Bena. Może rozśmieszały wiropłaty inkwizytorów, ale przymrużając oko dało się wytrzymać.
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
ODPOWIEDZ