Tylko nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak mogą to rozumieć Ci, którzy ten Twój post czytają. Bo to by oznaczało to, czego się obawiały środowiska prawicowe. Ze od dawna dążycie do tego, by kraje UE spadły do roli "landów" i straciły swoją niezależność pod pretekstem "wyższej konieczności"( choć wcześniej temu zaprzeczaliście).
Pytanie pierwsze: czy ludzie są dla państwa czy państwo jest dla ludzi? Ja uważam, że to drugie. A więc chcę państwa, w którym będę się czuł dobrze i które zapewni mi stosowne bezpieczeństwo i stabilność. Państwo narodowe, takie jak obecnie Polska (lub inne funkcjonujące w ramach UE) już mi to niekoniecznie jest w stanie zapewnić. Jeszcze dekadę temu - tak. Teraz już raczej nie. A skoro nie zapewni, trzeba szukać nowych rozwiązań.
Czy w Stanach Zjednoczonych Europy nie będę mógł mówić po polsku? Nie będę mógł kultywować polskich tradycji? Nie będę mógł żyć "po swojemu"? Jeśli będę mógł (itd.) to w czym problem?
Wielu już mówi, że ją i tak tracimy dość szybko, bo zbyt wiele ważnych spraw można nam już narzucić z zewnątrz.

Piszesz tak, jakby UE była ciałem obcym. Przypomnę - jesteśmy członkami UE. Jesteśmy "w środku" - nikt z zewnątrz nam nic nie jest w stanie narzucić. A jeśli, to Rosja,Chiny lub USA, jeśli UE okaże się słaba lub się rozpadnie. Niebezpieczeństwo czyha, ale nie wewnątrz UE a poza nią.
I tu jest rzecz, której nie rozumiem. Bo piszesz, i słusznie, że "Co do Trumpa - złudzeń nie mam - liczyć na niego ani ufać mu nie można...". No to w kim nadzieja? Sami jesteśmy za słabi. USA ufać nie można. Rosja stanowi dla nas zagrożenie. Dla Chin partnerem też nie będziemy. No to do licha co robić? Na zdrowy rozsądek nadzieja jest w UE. I to nie takiej jak obecnie. Bo obecnie to może i gospodarczy gigant, ale polityczny karzeł. A nam jest potrzebna Europa jako gigant polityczny i gospodarczy. W tym nadzieja. Uważasz, że tak nie powinno być? To co powinno być?
No i jeśli pomysły Trumpa odnośnie Kanady, Grenlandii i być może innych krajów (by zrobić z nich stany USA i wzmocnić trumpowskie mocarstwo) są be, to ten europejski pomysł (o podobnym celu - by powstał podobny twór) jest OK?
Jest jak najbardziej OK. Pomysły Trumpa w sprawie Kanady czy Grenlandii są fatalne, bo są to pomysły wyłącznie Trumpa, których skutki mogą być wręcz katastrofalne - dla wszystkich. Jeśli zaś powstaną Stany Zjednoczone Europy, to tylko w ramach porozumienia suwerennych państw. Tu nie będzie aneksji tylko oddolna federacja. Inaczej SZE nie powstaną. Różnica jest tu KOLOSALNA.
jak nie dostanie po dobroci (cokolwiek to znaczy) to jeśli go ktoś nie powstrzyma, to wyśle wojska. I kto mu w tym przeszkodzi? Dania? Europa?
Tu nie chodzi o to kto mu przeszkodzi. Tu chodzi o to jakie będą tego konsekwencje. Bo będą fatalne. Trump tego nie rozumie, z tych konsekwencji chyba nie zdaje sobie sprawy, i dlatego uważam go za kretyna. Każda rzecz na tym świecie ma swoją cenę - nie ma nic za darmo. Siłowe zagarnięcie przez USA np. Grenlandii będzie miało dla tego kraju bardzo wysoką cenę. Śmiem twierdzić, że nieopłacalnie wysoką. Jeśli Trump tego nie widzi - jest kretynem.
I co mu zrobisz?
Nie co mu zrobię, tylko co się stanie. A stanie się to, że NATO przestanie istnieć. Europa zostanie sama. UE może się rozpaść lub skonsolidować.Cokolwiek by się nie stało, będzie to Europę sporo kosztować. A USA na tym straci, bo dla USA najkorzystniejsza byłaby stabilność i normalny handel z bogatą Europą z którą utrzymywałoby przyjazne stosunki. UE się skonsoliduje - USA będzie miało silnego przeciwnika lub wręcz wroga. Nic na tym nie zyska tylko starci. UE się rozsypie? - zyska Rosja, wzmocni się, a każde wzmocnienie Rosji (lub Chin) to strata dla USA. Jak się nie obrócisz, dupa z tyłu. Grenlandia nie jest tego warta. Trump tego nie rozumie i dlatego jest kretynem.
Tam jest tyle miłych amerykanom surowców. Aż grzech nie skorzystać.
Aby skorzystać, nie musi brać siłą i psuć stosunków z Europą. Wszystko można mieć taniej, zachowując przyjazne stosunki. Trump tego nie rozumie - i dlatego jest kretynem. Bierze bowiem drogo to, co może mieć znacznie taniej i na korzystniejszych warunkach.
niekoniecznie jest się idiotą. tylko przy założeniu, że się ceni NATO. A chciałbym zauważyć, że trumpek od dawana mówił, że NATO w którym USA ponoszą większość kosztów, go nie interesuje i nie ma nic przeciw żeby NATO rozwalić. W tym kontekście to działanie jest wręcz logiczne i oczywiste.
I znów... Jeśli Trump nie ceni NATO - to jest kretynem. Ma wiele racji w tym, że domaga się większych nakładów państw europejskich na obronę. Ale zapomina przy tym, że istnienie NATO daje mu ogromne możliwości wpływu na państwa europejskie. Takiego "miękkiego" wpływu, ale skutecznego - co może być w wielu sytuacjach nieocenione (np. na wypadek konfliktu z Chinami). Trump tego nie rozumie - i dlatego jest kretynem. Bo nawet chyba nie ma świadomości co traci. A to jest, według mnie, przejaw kretynizmu.
A problem wcale nie polega na Trumpie. Nie oszukujmy się, to tylko awatar pewnej grupy ludzi, którzy mają taką mentalność i sposób myślenia...
Masz 100 % racji. Cały czas powtarzam, że politycy są tacy jak ich wyborcy, lub zrobią tylko to co ich wyborcy są w stanie zaakceptować. Trump jest "produktem" obecnej Ameryki. Dlatego jest tym groźniejszy, bo może stracić władzę, prezydentem w kolejnej kadencji może zostać jakiś rozsądny demokrata (a niech tam... nawet republikanin, choć tu będzie już trudniej z tym rozsądkiem), ale USA wiarygodności już nie odzyska. Bo nikt nie zagwarantuje, że znów jakiś kretyn na stolcu prezydenckim nie zasiądzie. Swej wcześniejszej pozycji USA już też nie odzyskają. To już jest cena prezydentury Trumpa. Za którą USA zapłacą. Bo np. czy dolar dalej zostanie pieniądzem światowych transakcji? A jeśli nie, czy choćby częściowo nie, to o ile zmniejszy się popyt na dolary i ile na tym USA straci? Atu by można dłuuuugo o konsekwencjach pisać....
Ocena - "wzsystko to idioci i nic nie rozumieją więc robią głupoty:" jest prosta, ale nic nie wnosi.
Wnosi o tyle, że definiuje rzeczywistość. A to pozwala zacząć podejmować racjonalne decyzje. Nie zapobiegniemy błędom popełnianym przez USA, ale pozwoli to nam lepiej się do nich dostosować i zaplanować przyszłość. Negatywne konsekwencje będą, ale może uda się je zminimalizować. Cokolwiek się postanowi, trzeba wiedzieć na czym się stoi.
Jakby hitlera odpowiednio wcześnie zrozumiano i nie ocaniano jako krzykacza i idioty...
Już pisałem, raczej nie dałoby się zablokować. Gdyby go jednak właściwie zdefiniowano (to co robi; co nie wykluczałoby traktowanie go jako idioty) to można by się lepiej przygotować na konsekwencje.
W swoim czasie wojna między Niemcami a Wielką Brytanią była też nie do pomyślenia. I gdyby się do niej odpowiednio wcześniej przygotowano, to może by nawet do niej nie doszło (może).
Ależ, przygotowano się. Wojna między W. Brytanią i Niemcami stała się prawdopodobna gdy Niemcy rozpoczęły, po dymisji Bismarcka, zbrojenia morskie. Bo takie zbrojenia można było robić TYLKO przeciw W. Brytanii. Czym mocno przestraszyli Brytyjczyków - na tyle, że ci dogadali się ze swymi odwiecznymi konkurentami Francuzami. A sojusz brytyjsko-francuski przesądził de facto o wyniku I wojny. Wojnie zapobiec się raczej nie dało, ale można było przygotować się tak, by ją wygrać.
Cóż za eufemizm. Teraz zwyczajnie byśmy przerżnęłi z kretresem i tyle. Bo niby czym mielibyśmy walczyć?
Ależ, nie musi to być od razu konflikt militarny pełnoskalowy. Konflikt gospodarczy też by nas wiele kosztował. USA też, ale jaka to pociecha?
Bronić militarnie Grenlandii by się nie opłacało dla Europy. Choćby z powodu dysproporcji sił. Nie ma sensu podejmować wojny co do której z góry wiadomo, że się ją przegra. Ale taka agresja rozpoczęłaby konflikt na wielu płaszczyznach. Który byłby bardzo kosztowny, pod każdym względem. Dla USA też. Przywódcy europejscy mają tego świadomość i chcą tego uniknąć. Nie obchodzi ich "wizerunek" - obchodzą ich skutki.Trump jest kretynem, bo zwraca uwagę na pozory i wydaje mu się, że jeżeli pomiata innymi to jest ważniejszy. To też jest jedna z przyczyn dla których uważam go za kretyna - i na dodatek świadczy o jego infantylizmie. Wiem co piszę, bo sam parę razy byłem w podobnej sytuacji, gdy trzeba było ustąpić w prestiżowej dość sprawie by minimalizować straty (lub nawet ich uniknąć). Mało mnie wtedy obchodziło co kto o mnie myślał. Bo interesował mnie efekt. Po jakimś czasie okazywało się, że takie podejście było słuszne. I już się nikt nie śmiał ani nie żartował. Politycy europejscy w większości tak rozumują, Trump nie. I dlatego uważam go za kretyna.
W sumie liczniejsza i chyba bogatsza Europa błaga USA o pomoc w walce z krajem trzeciego świata, który sobie trochę broni naprodukował, a który ma PKB na poziomie bułgarii (jesli ropę odejmiemy) i trzęsie się ze strachu i do tego systematycznie zamienia się w skansen. Wygodny do życia - bez wiątpienia, ale skansen, bo rozwój techniki stoi. Rozwój wiatraków to nie o to chodzi.
A jest tak, bo Europa nie jest państwem. Przykład - polityka obronna. Teraz każdy kupuje gdzie chce, co chce, trochę bez ładu i składu. O ile efektywniej (taniej i lepiej) można by się zbroić wspólnie, w oparciu o własny przemysł obronny i skomasowane środki na badania i rozwój? Ile tracimy na tym, że jako Europa jesteśmy rozdrobnieni? I tak we wszystkim!.....