Dobrym przykładem jest też sprawa urzędników inspekcji skarbowej. Po awanturze wywołanej przez Stanowskiego okazuje się, że są oni ubezwłasnowolnieni bo kacyk który tą instytucją rządzi wysyła swoich piesków po łup i tylko łupu się domaga.
To co piszesz (a i to co napisałeś wcześniej) oznacza, że nie rozumiesz jak funkcjonuje państwo prawa (czyli takie nie "z tektury").
Urzędnik działać może TYLKO w granicach prawa. To nie jest "ubezwłasnowolnienie" tylko właśnie to, co świadczy iż państwo nie jest "z tektury". Jesli chcesz by było inaczej to znaczy, że domagasz się tekturowego państwa. Za którym optował Stanowski. Bo i Ty i Stanowski oczekiwali w tej sytuacji, że urzędnik podejmie jednostkową i subiektywną decyzję. A skoro nie podjął, to okazał się "winny".
Takie podejście do rzeczy jest dość powszechna i dlatego wszystkie pomysły na budowę "tekturowego państwa" są tak popularne. Paradoksalnie, pod hasłem by budować państwo silne (choć proponuje się coś zupełnie innego). To tak jak z zakupami uzbrojenia o którym dowódcy poszczególnych rodzajów wojsk dowiadywali się z TV itp. Zrobiono szybko i efektownie, nikt się nie interesował czy nie za drogo i czy zrobiono to sensownie. Sprawne, nie "tekturowe" państwo ma tu określone zasady jak to się robi by było dobrze. Prawica się tym nie przejmowała - miało być efektownie (nie efektywnie).
Co do uznania wyborów prezydenckich... Nie chciałbym się tu wypowiadać jednoznacznie, ale wydaje mi się, że problem tkwił w Hołowni. Hołownia nie zamierzał nic kwestionować, choć mógł odroczyć zaprzysiężenie. Ale zadecydował, że tego nie zrobi. Gdyby w tym momencie przeć do podważenia wyników, mogłoby to rozbić koalicję. A jak zawsze wspominam - w polityce są priorytety. Nie powinno tak się stać, ale się stało. Nie chcę tu na nikogo zwalać winy, ale tak bym to tłumaczył (z tego co wiem). To tylko hipoteza, choć w mej opinii prawdopodobna.
Tu jest jeszcze druga kwestia. Elektorat koalicji był w kwestii uznania lub nie uznania wyborów podzielony. Gdyby Hołowniacy zdecydowali się poprzeć pomysł odłożenia zaprzysiężenia, można by dociekać stanu faktycznego. Jeśli jednak byli temu przeciwni, to przy takim nastawieniu elektoratu sprawa była mocno ryzykowana. I już nawet nie dla rządzących ale dla państwa. Mnie się to też nie podobało, ale pewne rzeczy rozumiem (a przynajmniej staram się rozumieć).
A co do kwestionowania wyników wyborów... PiS w zasadzie zawsze mniej lub bardziej coś kwestionował.
2014 - otwarcie i bardzo wyraźnie kwestionował wyniki wyborów samorządowych (gł. do sejmików).
2019 - w kilku okręgach kwestionował wyniki wyborów do senatu (gdzie obowiązują JOW więc koncentrować się trzeba, jeśli chce się podważyć wyniki, na pojedynczych okręgach),
2011 - otwarcie kwestionowano uczciwość i wynik wyborów parlamentarnych. Powołano (z inicjatywy PiS) Korpus Obrony Wyborów (chyba tak się to nazywało),
2010 - kwestionowano (na podstawie relatywnie dużej liczby głosów nieważnych) wybory do sejmików,
2014 - wybory do PE - też stawiano zarzuty i kwestionowano wyniki (
https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/ ... jskie.html ) itd.
W zasadzie każde wybory, które poszły nie po myśli PiS były kwestionowane. Poza tymi prezydenckimi w 2010, gdzie jednak wynik był trudny do zakwestionowania. No, może jeszcze nie kwestionowano w 2007 roku, choć dużo było wówczas mowy o tym, że wybory nie odbyły się na równych warunkach.
To co piszesz Gregski, świadczy tylko o twojej stronniczości, gdyż trudno było o powyższych, wymienionych przeze mnie protestach, "zapomnieć".
Dodałbym, że PiS w sposób skrajny, naruszał przepisy o kampanii wyborczej. Uwaga ta dotyczy i wyborów parlamentarnych i samorządowych. Został za to ukarany
https://demagog.org.pl/analizy_i_raport ... cyzji-pkw/
ale to i tak uwzględnia tylko część nadużyć, które były KOLOSALNE!!! Na oko było widać, że duża część kandydatów PiS w limitach wyborczych nie miała prawa się zmieścić. Tylko że wbrew pozorom, udowodnić to nie jest tak prostu. PKW nie ma bowiem uprawnień śledczych. To też jest problem (ktoś zakładał uczciwość kandydujących i chyba w głowie takie nadużycia mu się nie mieściły). Akurat o tym mógłbym baaaaaardzo dużo powiedzieć. Człek startuje, ściboli kasę by zmieścić się w limicie, a tu pisowska konkurencja dosłownie zasypuje miasto i powiat reklamami. Które muszą kosztować tyle, że kilka razy przekraczają ich limity.