Napoleon pisze:
omie, zaczynasz tracić poczucie rzeczywistości. Inaczej mówiąc - odlatujesz. I toi jest najdelikatniejszy komentarz jaki tu mogę napisać (bo tak naprawdę powinienem napisać znacznie ostrzej).
1. Trump (bo nie tyle Amerykanie ale Trump) podyktowali to co im Kreml podyktował z powodów nam nieznanych (choć kilka wariantów można rozpatrywać). I na pewno Trumpowi nie chodziło o "zmiękczanie" kogokolwiek tylko o zakończenie wojny na warunkach rosyjskich.
2. Sposób w jaki to zrobiono (o czym nie wspominasz) oznacza, że dla Trumpa mniejsze państwa (a więc i Polska) się nie liczą. Inaczej mówiąc, facet nie zamierza przejmować się naszą suwerennością.W tej sytuacji tłumaczenie na siłę jego decyzji jest nieporozumieniem. Ten punkt oznacza, że NATO w takiej postaci w jakiej istniało wcześniej już nie istnieje. Więc w razie konfliktu nie wiadomo kto nas wesprze. Kraje UE zapewne tak i na nich raczej należałoby polegać. USA - mało prawdopodobne. Przynajmniej pod rządami Trumpa. Ale nawet, jeśli Trump w końcu odejdzie, jego wyborcy nie odejdą. I zostaną "zagospodarowani" przez kogoś w rodzaju Trumpa. A to znaczy, że USA straciły wiarygodność jako sojusznik. Bo nie jest wiarygodnym sojusznikiem to państwo, którego lojalność zależy od tego kto akurat rządzi. Wiarygodnym jest ten kraj, który jest lojalny bez względu na to kto rządzi.
3. W naszym interesie jest zakończenie wojny na jak najlepszych warunkach dla Ukrainy.
4. Ukraina w żadnym wypadku nie stanowi dla nas zagrożenia. Ten kto tak mówi jest albo kompletnym idiotą albo agentem Kremla. Z naszego punktu widzenia Ukraina powinna mieć jak najsilniejszą armię, bo im ukraińska armia jest silniejsza, tym my jesteśmy też bezpieczniejsi.
Do tego momentu zgodzę się z Tobą w 100 %. Ja tego na teraz inaczej też nie widzę. Dodam więcej - to momentami tak wygląda jakby Moskwa była w Waszyngtonie (odnośnie propozycji tych 28 punktów). USA nas w krytycznej sytuacji skutecznie nie wesprze - za czasów Trumpa na pewno, a i długo później może też.
Co do Ukrainy - zagrożeniem jasne że nie nie jest i powinniśmy ich wspierać militarnie ile się da, ale to że Unia gospodarczo im różne rzeczy ułatwia, to czasami wali w nas gospodarczo "rykoszetem". I tak może być jeszcze później.
Co do Unii i najważniejszych decydentów na brukselskim szczycie - tylko jedyne zastrzeżenie to to, by nie mieli pomysłów na dłuższą metę w przyszłości dla nasz szkodliwych - takich których słabiej rozwinięte kraje "nie udźwigną". Bo to co dobre dla najsilniejszych, nie zawsze dobre jest dla reszty, a przynajmniej sprawia sporo kłopotów.
W kwestii zwarcia szeregów TERAZ premier Tusk ma rację - "że inaczej nas nie będzie". Szkoda tylko, że nie głosił tego politykom zachodniej Europy jakieś 11 lat wcześniej i Radek Sikorski razem z nim (wtedy kiedy Putin "łyknął" Krym), bo już wtedy trzeba było się zbroić. Wiesz co jest ironią losu - że Trump ma dziś względem Moskwy postawę taką, jaką kiedyś Sikorski miał względem Ukraińców po Majdanie. Przecież pamiętam, jak mówił im wprost, by zgodzili się na ustępstwa "inaczej będą wszyscy martwi" (żona anglistka od razu mi to przetłumaczyła co im powiedział, jak to w wiadomościach ze mną oglądała). Teraz tego nie powie, bo już wie, że pokawałkowanie i osłabienie militarne Ukrainy to równoczesne zagrożenie dla krajów NATO i szczególnie dla NAS. Tylko podobnie jak Tusk i politycy Zachodu - za późno "otrzeźwiał". Niestety. Czasu nie da się narobić.
Dodano po 24 minutach 46 sekundach:
AvM pisze:
Dalo sie dalo, tylko wiielu nie wzielo tego na powaznie.
Putin jasno sie okreslil w 2007 roku.
Widzisz, Napoleon, nawet AvM widzi to co ja i widział Lech Kaczyński od 2008 r. Dało się to przewidzieć. Jak Tusk latał do Putina przed katastrofą smoleńską nic nie wiedział o masakrze Czeczenów i lekceważył sprawę Gruzji? Jeśli tak, to była naiwność do kwadratu.
A dziś jeszcze większą naiwnością byłaby wiara w to, że jak Putin dostanie Donbas i to co jeszcze by chciał, to zagwarantuje "na papierze", że krajów NATO nie zaatakuje. To kpiny. Byłoby tak jak z obietnicami Hitlera wobec Chamberlaina przez II wś.
Dodano po 1 godzinie 40 minutach 6 sekundach:
A to na deser do tej dyskusji:
"Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz podczas spotkania z klubowiczami "Gazety Polskiej" w Braniewie punktował lata współpracy zachodnich elit z Federacją Rosyjską oraz „ślepotę”, jaka dominowała do 2022 roku. W trakcie przemówienia historyk użył mocnych słów, podkreślając groźne konsekwencje wcześniejszych decyzji.
Spotkanie w Klubie „Gazety Polskiej” w Braniewie zaczęło się znacznie przed czasem, a tłumy zapełniły salę do ostatniego miejsca. Głównym punktem wydarzenia było wystąpienie szafa BBN Sławomira Cenckiewicza, który w mocnych słowach odniósł się do lat politycznych zaniedbań i ryzyka wynikającego z zachodnich relacji z Rosją.
Historyk rozpoczął od krytyki współpracy środowisk liberalnych i lewicowych z rosyjskimi strukturami:
„Za mało mówimy o tym, jak te wrogie siły Federacji Rosyjskiej przez całe lata jednoczyły się z siłami lewicowymi i liberalnymi zachodu. Według swojego planu, znaczenie Polski i znaczenie polskiej niepodległości starały się ograniczać.”
Cenckiewicz podkreślił, że dopiero po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku wiele środowisk politycznych i opiniotwórczych porzuciło wcześniejszą, jego zdaniem naiwną wiarę w demokratyzację Kremla. Wskazał, że przez lata osoby te przedstawiały Putina jako partnera, a same relacje Rosji z Zachodem jako proces „normalizacji”.
Jak mówił:
„Należy się cieszyć, że po roku 2014, a przede wszystkim po roku 2022, ci wszyscy ludzie, którzy nazywali Putina przyjacielem, którzy mówili, że skończył się czas rakiet i antyrakiet, wyścigu zbrojeń i zimnych wojen, że Federacja Rosyjska pod wodzą Miedwiediewa i Putina podąża ścieżką demokracji… że ci wszyscy w jakimś sensie przejrzeli na oczy po roku 2022 i mówią dzisiaj naszym językiem”.
Cenckiewicz przypomniał też działania, które jego zdaniem świadczyły o zbyt daleko idącej współpracy z rosyjskimi służbami. Wśród nich wymienił podpisywanie umów o współpracy kontrwywiadowczej oraz przypadki ukrywania rosyjskich funkcjonariuszy poprzez zmianę ich danych personalnych.
Podkreślił, że dopiero po 2022 roku osoby odpowiedzialne za te decyzje przyjęły ostrzejszą narrację wobec Moskwy:
„…wreszcie ludzie, którzy podpisywali porozumienia z Federacją Rosyjską o współpracy kontrwywiadowczej, a w gruncie rzeczy też wywiadowczej, którzy przemycali funkcjonariuszy rosyjskich tajnych służb, zmieniając im imiona i nazwiska, aby wykazać przed Wojskiem Polskim, że to nie są Rosjanie, lecz Polacy - ci wszyscy w jakimś sensie przejrzeli”.
Prelegent przyznał jednak, że w tę „nagłą przemianę” wielu z nich sam zwyczajnie nie wierzy:
„Ich wielkim kompleksem jest to, kim byli do roku 2022. Państwu pozostawiam autentyczność stuprocentowej przemiany, bo sam mam wątpliwości”.
Następnie zaznaczył, że podstawowe błędy były widoczne już dużo wcześniej — szczególnie po wojnie w Gruzji:
„W sprawach tak zasadniczych, czy Rosja ma być członkiem NATO, czy powinna elektryfikować Polskę... Ci ludzie byli zaślepieni. Po wojnie rosyjsko-gruzińskiej w 2008 należało już zbudować daleko idący sceptycyzm”.