Jak czytałem plan 28-punktowy dla Ukrainy podyktowano Waszyngtonowi z Kremla. Zapewne ten najgorszy wariant Amerykanie podali po to, by bardziej Ukraińców "zmiękczyć" i zaczęło to im wychodzić. Jak już ci ostatni godzą się przy negocjacjach na zmniejszenie armii, choć i ta obecna na froncie nie wydala...
To wszystko ma i dla nas znaczenie. Mamy armię od ukraińskiej liczebnie kilka razy mniejszą... W razie konfliktu wesprą nas zza granicy samoloty, a na morzu okręty NATO. Ale co do lądowych jednostek wojskowych - w krytycznym momencie będziemy musieli polegać głównie na własnych.
Tomie, zaczynasz tracić poczucie rzeczywistości. Inaczej mówiąc - odlatujesz. I toi jest najdelikatniejszy komentarz jaki tu mogę napisać (bo tak naprawdę powinienem napisać znacznie ostrzej).
1. Trump (bo nie tyle Amerykanie ale Trump) podyktowali to co im Kreml podyktował z powodów nam nieznanych (choć kilka wariantów można rozpatrywać). I na pewno Trumpowi nie chodziło o "zmiękczanie" kogokolwiek tylko o zakończenie wojny na warunkach rosyjskich.
2. Sposób w jaki to zrobiono (o czym nie wspominasz) oznacza, że dla Trumpa mniejsze państwa (a więc i Polska) się nie liczą. Inaczej mówiąc, facet nie zamierza przejmować się naszą suwerennością.W tej sytuacji tłumaczenie na siłę jego decyzji jest nieporozumieniem. Ten punkt oznacza, że NATO w takiej postaci w jakiej istniało wcześniej już nie istnieje. Więc w razie konfliktu nie wiadomo kto nas wesprze. Kraje UE zapewne tak i na nich raczej należałoby polegać. USA - mało prawdopodobne. Przynajmniej pod rządami Trumpa. Ale nawet, jeśli Trump w końcu odejdzie, jego wyborcy nie odejdą. I zostaną "zagospodarowani" przez kogoś w rodzaju Trumpa. A to znaczy, że USA straciły wiarygodność jako sojusznik. Bo nie jest wiarygodnym sojusznikiem to państwo, którego lojalność zależy od tego kto akurat rządzi. Wiarygodnym jest ten kraj, który jest lojalny bez względu na to kto rządzi.
3. W naszym interesie jest zakończenie wojny na jak najlepszych warunkach dla Ukrainy.
4. Ukraina w żadnym wypadku nie stanowi dla nas zagrożenia. Ten kto tak mówi jest albo kompletnym idiotą albo agentem Kremla. Z naszego punktu widzenia Ukraina powinna mieć jak najsilniejszą armię, bo im ukraińska armia jest silniejsza, tym my jesteśmy też bezpieczniejsi.
5. Nawiązując do punktu 2, racz zauważyć, że dla opcji z którą Ty sympatyzujesz, sojusznikami w ujęciu międzynarodowym są takie ugrupowania, których rządy są nieprzewidywalne. I które z bardzo dużym prawdopodobieństwem (to zależy od kraju) mogą ulegać argumentom Rosji. Co oznacza, że rządy tych ugrupowań są sprzeczne z naszą racją stanu. A Ty (PiS, Konfederacja, Korona) je popierasz - a w każdym razie sprzyjasz im, wypowiadasz się o nich pozytywnie. Ideologicznie jesteś do nich zbliżony.
Polityka tak naprawdę jest prosta jak budowa cepa (a przynajmniej jej założenia). JEDYNYM zagrożeniem dla Polski jest Rosja. To co jest niekorzystne dla Rosji jest korzystne dla naszego kraju. Korzystna jest więc silna Ukraina, obecna w UE i najlepiej także w NATO. Korzystne są silne Niemcy z silną armią i gotowością jej wykorzystania. Korzystna jest silna UE z silniejszą/sprawniejszą władzą (co oznacza silniejszą integrację). Korzystne jest więc wszystko to, czego nie chce polska prawica, wszystko to zaś co chce jest niekorzystne lub niebezpieczne.
Tak to wygląda. Problem polega na tym, że świat jest pełen idiotów, którzy nie rozumieją najprostszych rzeczy...
Kto miał "głębsze" relacje z Putinem w przeszłości - premier czy prezes? Mówię o tych sprzed katastrofy smoleńskiej i zaraz po niej.
A jakie to ma znaczenie? Jesteś w stanie to jakoś racjonalnie wyjaśnić?
Rosja była innym krajem w roku 2000, innym w 2010 i jeszcze innym w 2020. Rosja nie musiała być wrogiem Europy - stała się takowym na własne życzenie i nie od razu. Jeśli UE chciała "ucywilizować" Rosję wciągając ją do handlu korzystnego dla wszystkich stron, to działała racjonalnie. I słusznie. Kraje demokratyczne bowiem zawsze działają racjonalnie (jeśli nie od razu, bo pomyłki się zdarzają, to prędzej czy później). To że Rosja, czy może Putin, myśli innymi kategoriami nie było rzeczą wiadomą od razu. A "zażyłe" stosunki były wskazane z racjonalnego punktu widzenia. Prezentowali je zresztą WSZYSCY (pominę uwagi o konieczności handlu z Rosją i o tym, że rynek rosyjski to same korzyści itp. - w latach 90 i na początku XXI wieku to była norma). To co piszesz Tomie to dziecinada, powtarzanie infantylnych argumentów obliczonych na przekonanie ludzi głupich. Ani w Europie, ani w Polsce nie było przed 2014 rokiem ludzi, którzy mogliby choćby tylko w przybliżeniu przewidzieć w jakim kierunku pójdzie Rosja. Bo myśląc racjonalnie przewidzieć się nie dało.