Zwrot przez prawą burtę.

czyli hobby, kultura, sztuka, wścieklizna i w ogóle offtopic...

Moderator: nicpon

Awatar użytkownika
Marmik
Posty: 5122
Rejestracja: 2006-04-30, 23:49
Lokalizacja: Puck

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Marmik »

Dobra Zmiana pisze: Marmik, tylko "od strony naukowej"? Nie udawaj, że wiara lub niewiara nie odbijają się na "naukowości".
Nauka jest punktem wyjścia. Nie wiem, czy ci naukowcy, którzy ustalili jak wyglądają kwestie związane ze światem ożywionym i trwaniem gatunków kierowali się wiara czy niewiarą, ale finalnie nadal są tu wyjątkowo zgodni. Mi to naprawdę wszystko jedno czy np. badaniem sekwencji kodonów zajmował się ktoś z Indii, Francji, Brazylii, Chin, czy z Australii i w co wierzył. Naprawdę nie mam pojęcia jak wiara odbijała się na ich badaniach... ale są jakie są.
Dobra Zmiana pisze: Jak komuś wynik nie pasuje do światopoglądu, to ten wynik albo zignoruje albo zafałszuje.
No tak się składa, że biologiczne podstawy życia niezależnie od poglądu tych co to badali i nadal badają są akceptowane przez świat nauki i stanowią punkt wyjścia, a nie przystanek pośredni. Dlatego właśnie od niego trzeba wyjść. No i masz rację... gdy komuś przedkładającemu światopogląd ponad naukę ten punkt wyjścia nie pasuje do światopoglądu to albo go ignoruje, albo próbuje zafałszować. Na forum są na to dobitne przykłady.
Dobra Zmiana pisze: A biologia to nie matematyka.
Oczywiście, że nie. Niemniej przynajmniej w Polsce oficjalnie są to dyscypliny zaklasyfikowane do tej samej dziedziny (dziedzina nauk ścisłych i przyrodniczych). Jak najbardziej zgadzam się, że można jeszcze sporo odkryć i być może niektóre teorie w jakiś sposób zrewidować, ale problem polega na tym, że OBECNIE jest tak jak napisałem już wielokrotnie, tyle że gdy to komuś nie pasuje do światopoglądu to albo ignoruje, albo próbuje zafałszować. Może w przyszłości coś się zmieni, ale patrząc na pewne ogólne ramy to nie wydaje mi się, by akurat w tej kwestii była na to jakakolwiek szansa. Po prostu to są podstawy. Niemniej jeśli za mojego życia odkrycia coś tu drastycznie zmienią to nie będę z tym walczył jak niektórzy ze stanem dzisiejszym (a ten ma już co najmniej 70-lat badań spójnych co meritum ze spostrzeżeniami sprzed 150 lat).
Dobra Zmiana pisze: A ja jestem zwolennikiem kary śmierci w przypadku najcięższych zbrodni.
No i super. Pewnie jesteś w większości, ale dziwnym trafem ani w Polsce, ani w całej UE tego jakoś nie próbuje się zmienić prawa i przywrócić takiej kary śmierci. No tośmy przedstawili sobie swoje zdania na ten temat. Może drobna różnica jest taka, że ja Twojego nie obśmiewam.
Dobra Zmiana pisze: Nie "czym różnią", tylko "czym mogą się różnić".
Może przypomnę od czego się zaczęło, a zaczęło się od argumentu, że w Czech w ramach aborcji zabija się przede wszystkim istoty ludzkie z niechcianych ciąż. Moje pytanie było o to czy te "niechciane istoty" (takie rozwijające się w ramach niechcianych ciąż, gdy na na ich zakończenie najczęściej decydują się "kobiety mające już dwójkę albo więcej dzieci") różnią się czymś morfologicznie od takich chcianych i jak to rozpoznać.
Dobra Zmiana pisze: Zupełnie niedawno przeczytałem, że "Upadek patriarchatu nie będzie łagodnym omdleniem". Nie bronisz wcale życia, bronisz tysiącletniej uzurpacji, zniewolenia i uprzedmiotowienia kobiet. Coś się dzieje, w coraz szybszym tempie, nie nadążasz.
No cóż... przeczytałem Twoją opinię i jedyne co mogę o niej napisać, że jest Twoja. Jedyne co mogę dodać to swoją, że stoję na straży prawa do życia... niezalenie od tego jak bardzo nie będziesz mógł w to uwierzyć. Nie zmierzam Cię przekonywać, bo kwestie tego w co wierzysz Ty, czy ktokolwiek inny, nie podlegają rzeczowej argumentacji.
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
Napoleon
Posty: 5003
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

Nie chciałbym tu na nowo rozpętywać dyskusji dot. aborcji, ale chciałbym zwrócić uwagę na jedną kwestię. Mianowicie, że w temacie nie chodzi o pojęcie życia jako takiego tylko człowieczeństwa. Już wcześniej o tym rozmawialiśmy. Życiem jest też roślina, bakteria, zwierzę. Człowiek też jest życiem, ale tylko człowiek jest człowiekiem. Pozostaje pytanie kiedy człowiek staje się człowiekiem? A na to pytanie nauka nie da odpowiedzi. Bo nie jest tego w stanie stwierdzić.
Reprezentujesz Marmik stanowisko, że każda istota/życie, które może stać się człowiekiem należy za człowieka uznać. Ale nie wszyscy takie stanowisko reprezentują - tak jest bez względu na to czy Ci się to podoba czy nie. I tych, którzy nie myślą tak jak Ty, nie przekonasz do tego zmuszając ich siłą. Według mnie optymalnym rozwiązaniem jest pozostawienie wyboru ludziom. Co jest dopuszczalne z każdego punktu widzenia - w końcu mamy wolną wolę, decydujmy (istniejącemu ładowi takie decyzje, bez względu na to jakie by nie były, nie zagrażają - nie mają na niego wpływu; więc z czysto funkcjonalnego punktu widzenia takie rozwiązanie jest możliwe; co więcej, ład szybciej może naruszyć zmuszanie ludzi do przyjęcie twego stanowiska bo to oznacza zastosowanie przymusu w sytuacji kontrowersyjnej). W grę wchodzi tu wyłącznie moralność, ta zaś jest funkcją wiary. I w tym momencie nauka nie ma nam kompletnie nic do powiedzenia.

To trochę tak jak z wiarą w Boga. Nauka nie odpowie nam czy Bóg istnieje czy nie. To tylko kwestia wiary. Przy czym wierzący jesteśmy wszyscy - jedni wierzą, że Bóg istnieje, inni że nie istnieje. Dowodów nie będą mieli ani jedni ani drudzy. Tu mamy analogiczną sytuację - nauka nie odpowie nam kiedy stajemy się ludźmi. To kwestia wiary.
Awatar użytkownika
SmokEustachy
Posty: 4679
Rejestracja: 2004-01-06, 14:28
Lokalizacja: Oxenfurt
Kontakt:

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: SmokEustachy »

Tylko Eliza Michalik stanęła na wysokości zadania i nawypisywała, że trzeba wywalić USA z NATO a przyjąć Chiny. A gdzie reszta się pytam? Gdzie szpece od prorosyjskości Trumpa i proputinowości? Jak interpretuja wjazd do Wenezueli i zajęcie dwóch tankowców w duchu proputinizmu? Otóż biadolą. Że jak można, że prawo międzynarodowe, że Grenlandia. Otóż trzeba ich zmusić do dialektycznego wygibasa, w duchu którego Putin się cieszy. Żeby nie mogli schować niewygodnego wątku.


https://x.com/WolnoscO/status/2008551717869391894?s=20

Tymczasem Trump okazał, że może i umie, jest to konkretny kontratak w toczącym się konflikcie z Chinami. Najbardziej podejrzana w akcji sklepania towarzysza jest ta nowa prezydentessa, która będzie głośno kłapać jedno (żeby Manduro uwolnić), a robić drugie. Pisowce tego nie będą rozumieć bo oni uważają, że polityka to głosne mówienie tego, co się chce i głośne mówienie tego, czego się nie chce. A takie wciskanie ściemy i robienie swojego jest dla nich niepojęte. W każdym razie wojna się toczy i Chińczycy mogą się czuć skonfundowani.

A tu macie kryteria prorosyjskości. Trzeba dopisać tylko Gonzaleza:

https://www.tumblr.com/smok-eks/8037662 ... -atakowali

Na Tumbirze kufnia.

PS: czy ów Wielomski coś napisał na ten temat, czy tylko audycje są. Nie chce mi się słuchać jego audycji a przeczytałbym biadolenie.
Napoleon
Posty: 5003
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

Tymczasem Trump okazał, że może i umie, jest to konkretny kontratak w toczącym się konflikcie z Chinami.
Fakt, pokazał, że "może i umie", ale jak na razie nie do końca wiadomo co. Uwięzienie Maduro to krok efektowny, ale tylko krok. Co dalej - nie wiadomo.
Maduro to drań, którego nie ma co żałować. Ale... 1) Diabli wiedzą czy oskarżenia przeciw niemu kierowane są prawdziwe. A co, jeśli nie? 2) Porwanie Maduro nie rozstrzyga kto będzie rządził Wenezuelą. A rządzić ktoś powinien by nie było chaosu. 3) Ruch Trumpa burzy pewien porządek. Dla nas jest to rzecz zdecydowanie niekorzystna. Udało się nam obalić komunę i zbudować dobre, całkiem sprawne i bogate państwo praktycznie od zera (prawie). Osiągnęliśmy ogromny sukces. Głównie dlatego, że na świecie obowiązywały pewne zasady - działano według pewnych wartości. To, że od pewnego czasu Putin chce to zmienić - nie nowina. Że Chiny też by przyłożyły do tego ręki - można się spodziewać. Ale teraz zrobili to Amerykanie. A to już dla nas powód do niepokoju. Bo możemy stracić to co z takim trudem zbudowaliśmy.
Chińczycy mogą się czuć skonfundowani
Niekoniecznie. Bo Trump wprowadza reguły gry, które dla Chińczyków nie są takie złe.
Poza tym Trump burzy pewien porządek światowy. Gdy zaś porządek jest burzony, następuje chaos. Na chaosie mało kto zyskuje, najmniej ci słabsi (choć niekoniecznie słabi) gracze, tacy jak my. Dla mnie akcja Trumpa nie jest powodem do radości. Gościa uważam za infantylnego kretyna, któremu udał się ruch taktyczny, ale przy okazji namieszał w wymiarze strategicznym i diabli wiedzą co z tego wyjdzie.
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4963
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Maciej3 »

Napoleon pisze: Diabli wiedzą czy oskarżenia przeciw niemu kierowane są prawdziwe. A co, jeśli nie?
A to nic.
Dla przypomnienia - na Irak najechano z uzasadnieniem, że była tam broń masowego rażenia. Broni nie było. I co? I nic.
(Trumpa) Gościa uważam za infantylnego kretyna,
Wiele można o nim powiedzieć - wiele bardzo złych rzeczy. Ale na pewno kretynem nie jest.
Jakby był to by nie doszedł do tego miejsca gdzie jest. To nie bantustan nad wisłą, gdzie snusowiec, alfons, wyłudzacz może zostać PO (nomen omen) prezydenta po sfałszowanych wyborach.
A nawet jak pominąć taki drobiazg jak zostanie prezydentem najpotężniejszego państwa trzeciego świata, czy jak mu tam, to dorobienie się takiego majątku też nie można być kretynem.
Może być infantylny (pewnie jest), może być bardzo zły, wredny, bez sumienia, myślący krótkoterminowo, dyplomata z niego jak z czegoś tam trąba, ale na pewno kretynem nie jest. I na razie (krótkoterminowo) dostaje wszystko co chce. Z wyjątkiem pokoju na Ukrainie.
Krótkoterminowo co prawda i jakie da to długoterminowe efekty, to strach pomyśleć, ale na razie krótkoterminowo uzyskał w zasadzie wszystko. A nawet więcej niż na początku gadał (choćby procent PKB przeznaczany przez Europe na zbrojenia - 2% było mega problemem i nawet putler nie był w stanie rady starców z Brukseli do tego przekonać, a tu przyszedł trumpek i pyk jest 5% - szacun)
Mówimy o czynach i efektach a nie retoryce. Skuteczność wręcz przerażająca. Trochę na zasadzie dobrze uzbrojonego bandyty co podbija i zastrasza sąsiadów - też jest skuteczny i dostaje co chce. A długoterminowo....
Też bym tego kretynizmem nie nazwał.
Na chaosie mało kto zyskuje
Prawda. Ale akurat ci co zyskują są dość potężni, zyskują potężnie i są tym bardzo zainteresowani. Niestety.
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Napoleon
Posty: 5003
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

Wiele można o nim powiedzieć - wiele bardzo złych rzeczy. Ale na pewno kretynem nie jest.
Pozwolę się nie zgodzić.
Jakby był to by nie doszedł do tego miejsca gdzie jest.
Fakt, że doszedł tam gdzie doszedł nic nie znaczy. Kiedyś był taki film (i książka) "Wystarczy być" - o niedorozwiniętym ogrodniku, który zaszedł (bezwiednie) daleko w polityce. My mamy swego Dyzmę. Trump na pewno ma spryt i coś w rodzaju wyczucia swego potencjalnego elektoratu. Ale to nie ma nic wspólnego z rozsądkiem czy inteligencją. To co robi jest obiektywnie złe dla świata i dla USA. A on tego nie rozumie. Nie rozumie na czym polega polityka i nie rozumie konsekwencji swych decyzji. A jeśli tak, to jest kretynem. I to infantylnym.
Co do majątku, to częściowo go odziedziczył, częściowo zarobił w bardzo "różny" sposób... Znów - w kontekście polityki nie musi to nic znaczyć. Bardzo często wydaje się nam, że ktoś kto osiąga sukcesy w biznesie będzie dobry w polityce - nic bardziej błędnego.
Może być infantylny (pewnie jest), może być bardzo zły, wredny, bez sumienia, myślący krótkoterminowo, dyplomata z niego jak z czegoś tam trąba, ale na pewno kretynem nie jest.
:-) Właśnie podałeś kryteria kretynizmu w polityce, po czym stwierdziłeś, że ktoś taki kretynem nie może być :wink:
...ale na razie krótkoterminowo uzyskał w zasadzie wszystko
Czy aby na pewno?
1. Wywołał wojnę celną w której obrywają wszyscy, USA też.
2. Rozbił de facto NATO. Owszem, zmusił dzięki temu państwa Europy do większego wysiłku obronnego, ale mam wątpliwości czy to się opłacało. Do większego wysiłku obronnego można było zmusić na wiele innych sposobów. Natomiast otwarcie poinformował o tym cały świat.
3. Zdetronizował USA z pozycji światowego supermocarstwa przyznając, że nie jest w stanie zachować swej dotychczasowej pozycji (to oczywiście można było podejrzewać, ale tylko podejrzewać - Trump to ogłosił).
4. Zburzył międzynarodowy porządek, kruchy, wątpliwy, ale jednak funkcjonujący. Zachęcając tym inne mocarstwa do naśladownictwa, co niczego dobrego nie przyniesie. Zamiast ładu mamy bowiem chaos - a konsekwencje chaosu są prawie zawsze takie same.
5. Z gospodarką sobie nie radzi. W czym nie dziwota (patrz np. punkt 1).

Gdzie te sukcesy? Co najwyżej na polu taktycznym. Rzecz w tym, że polityka to dyscyplina długodystansowa. Nie jest ważne jak pokonasz jakiś odcinek. Ważne jest na którym miejscu przybiegniesz do mety.
Funkcjonuję w powiecie a powiaty to u nas trochę taki synonim zaściankowości. Ale powiem ci, że my w powiecie prowadzimy znacznie bardziej profesjonalną politykę niż Trump :?
Prawda. Ale akurat ci co zyskują są dość potężni, zyskują potężnie i są tym bardzo zainteresowani. Niestety.
Na chaosie tracą wszyscy. Ci potężni też. Jak sądzę, Trump myśli właśnie tak, ale to tylko świadczy, że nie rozumie polityki. Prawdopodobnie korzysta tu z własnych doświadczeń. Prawdopodobnie jemu parę razy udało się wykorzystać chaos (który wcześniej być może sam stworzył) w biznesie. I na tym zarobił. Ale w polityce chodzi o coś innego. W polityce korzystać powinni wszyscy a nie jakieś biznesowe podmioty - korzystać powinni ludzie. Dążyć należy do zapewnienia bezpieczeństwa, ładu stabilności i rozwoju - dla wszystkich a nie wybranych podmiotów. Tym bardziej, że jeśli tego ładu i stabilności dla wszystkich nie będzie, to i ci "wielcy" nic nie zyskają a też stracą - bo oni zyskują dzięki tym "maluczkim". Trump tego nie rozumie - i dlatego moim zdaniem jest idiotą (lub kretynem, jak kto woli).
Awatar użytkownika
Gregski
Posty: 1802
Rejestracja: 2006-01-27, 21:47
Lokalizacja: Na Kociewiu albo na morzu

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Gregski »

To był bardzo sprawnie przeprowadzony przykład "dyplomacji kanonierek".

Ważny kraj wypadł z ruskiej orbity. Potencjalni "podskakiwcze" posrani ze strachu na wyścigi deklarują chęć współpracy z "Trampkiem".
Ruskie systemy obronne obnażone jako nieefektywne.
No i ogromna ilość ropy wchodzi na rynki utrzymując jej cenę na poziomie rujnującym ruską gospodarkę.

Dodałbym jeszcze abordaże na ruskie statki "floty cieni" obnażające ruską bezsilność.

W tym czasie Europa finansuje rosyjski wysiłek wojenny czwarty rok kupując LNG z Sabetty na pełnych możliwościach przeładunkowych Zeebruge (oraz innych zachodnioeuropejskich terminali).
Dodatkowo ruskie statki szaleją bezkarnie po europejskich wodach rwąc kable i wysyłając roje dronów paraliżując infrastrukturę wrażliwą a Europa tylko chlipie z żalu jacy to Rosjanie źli są.

To taka różnica między amerykańskim "kretynem" a europejskimi "mądralami".


PS.
Ciekawe jak rozegra się sprawa następnego ruskiego sojusznika czyli Iranu.
Wśród ludzi człowiek dziczeje.
Waldemar Łysiak
Tadeusz Klimczyk
Posty: 1380
Rejestracja: 2004-04-05, 09:06
Lokalizacja: Sopot

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Tadeusz Klimczyk »

Przedstawiłeś modelowy widok świata oczami Trumpa. Sukces goni sukces, a jak komuś się moje sukcesy nie podobają to go zastrzelimy.

Myślałem, że chociaż na temat wenezuelskiej ropy masz jakąś wiedzę ale jednak też nie.
Awatar użytkownika
Gregski
Posty: 1802
Rejestracja: 2006-01-27, 21:47
Lokalizacja: Na Kociewiu albo na morzu

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Gregski »

Tadeusz Klimczyk pisze: Sukces goni sukces, a jak komuś się moje sukcesy nie podobają to go zastrzelimy.
A pewnie!
Jest szeryf w mieście!

Można oczywiście rozdzielać włos na czworo i rozdzierać szaty. Bajdurzyć o moralnej wyższości i pozostawać w swojej impotencji.
Jak pisałem, cztery lata wojny i nadal ruskie LNG płynie do Europy a ruskie stare trupy terroryzują europejskie wody.

Spróbowaliby coś takiego robić w pobliżu USA.
Tadeusz Klimczyk pisze: Myślałem, że chociaż na temat wenezuelskiej ropy masz jakąś wiedzę ale jednak też nie.
A ty masz????
Wśród ludzi człowiek dziczeje.
Waldemar Łysiak
Napoleon
Posty: 5003
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

To taka różnica między amerykańskim "kretynem" a europejskimi "mądralami".
Oj, Gregski....
1. Trump przeprowadził skutecznie efektowną operację usuwając Maduro, którego nie ma co żałować. Tylko że to jest zwycięstwo taktyczne, które póki co niczego nie przesądza.
Nie wiadomo czy będzie kontrolował wenezuelską ropę. Nie wiadomo co się w Wenezueli zmieni - i nie wiadomo czy na lepsze czy na gorsze (niby trudno by było gorzej, ale historia nas uczy, że zawsze gorzej może być). Problem polega na tym, że Trump póki co zrobił coś co potrafi - coś rozwalił. A teraz trzeba coś zbudować - i to jest już znacznie trudniejsze.
2. Przyjmijmy jednak, że zbudować się coś Trumpowi uda i będzie miał wpływ na nowe wenezuelskie władze. A więc i na ropę. Skąd wiesz jak to wykorzysta? Bo może różnie. I nie jest wcale czymś niemożliwym, że to co było przed usunięciem Maduro, było jednak lepsze od tego co będzie, gdy Trump będzie miał na władze wenezuelskie jakiś wpływ.
3. Podziwiasz sprawczość Trumpa i wyśmiewasz niemrawość UE. Pomijając jedną rzecz. USA to państwo federalne, ale państwo, z dość silnym jednym ośrodkiem władzy. UE państwem NIE JEST. Jest organizacją gospodarczą zjednoczoną wspólnym rynkiem, w ramach której działa 27 niezależnych państw. Co znacząco zmienia postać rzeczy - podejmowanie decyzji przez UE jest znacznie bardziej złożone i trwa niepomiernie dłużej. Musi też być efektem kompromisu. To można zmienić - mogą powstać Stany Zjednoczone Europy. To byłby długi proces i trudny, i niekoniecznie wszystkie państwa obecnej UE do takiego tworu by weszły, ale to by sprawiło, że powstałby twór mogący zrównoważyć USA i Chiny. UE nie jest w stanie, bo nie jest państwem.
Więc jeśli tak krytykujesz "niemrawość" UE (ignorując fakt, że UE nie jest państwem), to czemu sprzeciwiasz się procesowi dalszej integracji? Śmiejesz się z czegoś, co można zmienić, ale Ty zmiany nie chcesz. Gdzie tu logika?

A co do innych rzeczy:
W tym czasie Europa finansuje rosyjski wysiłek wojenny czwarty rok kupując LNG...
USA własne surowce ma, Europa nie. Coś więcej?
Jest szeryf w mieście!
:?: Jeśli nawet,to tym szeryfem jest bandyta, który ma na względzie tylko własny interes i prawo, które ma przestrzegać, ma gdzieś. Jeśli zwykły obywatel się z tego cieszy, to znaczy, że jest idiotą.
Można oczywiście rozdzielać włos na czworo i rozdzierać szaty. Bajdurzyć o moralnej wyższości i pozostawać w swojej impotencji.
Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że Polska odzyskała suwerenność i mogła przeprowadzić reformy dzięki którym jesteśmy tam gdzie jesteśmy tylko dlatego, że w pewnym momencie w polityce międzynarodowej zaczęły się liczyć wartości. Inaczej byśmy nie osiągnęli takiego sukcesu jaki osiągnęliśmy. Taki system trwał, funkcjonował lepiej lub gorzej, ale zapewniał względną stabilność. Ten system nie pasuje przede wszystkim władzom autokratycznym, mającym swój własny, bardzo subiektywnie rozumiany interes (w którym interesy obywateli/poddanych są lekceważone - tu znów pojawia się pytanie, które kiedyś zadałem: "czy ludzie są dla państwa czy państwo jest dla ludzi"?). I tak jak pisałem, to, że próbują ten stan rzeczy zmienić Chiny czy Rosja - nie dziwota. Ale teraz dołączyły do nich Stany Zjednoczone. I to jest po prostu niebezpieczne.

Cieszysz się Gregski, że jest "szeryf". Ale zapominasz, że ten "szeryf" ma mentalność bandyty. A jego interesy, tak jak on je rozumie, są sprzeczne z naszymi. Więc z czego się cieszysz? Nie wiem.
A to,że jest kretynem... Jest. Gdyż człek roztropny powinien umieć przewidywać skutki swych działań. Trump tego nie potrafi. Nie rozumie podstawowych mechanizmów starając się je zastąpić brutalną siłą. Siła wielu ludziom imponuje. Nie twierdzę też, że nie jest potrzebna. Ale siła skuteczna bywa co najwyżej doraźnie (i to nie zawsze). Na dłuższą metę cele osiąga się innymi metodami. Trump tego nie rozumie. A ponieważ każda rzecz na tym świecie ma swą cenę, USA będzie za swe czyny płacić. I to drogo. Trump tego nie widzi i dlatego jest kretynem.
Pamiętaj, że kretynizm nie wyklucza siły. Kretyn może być silny i w rozwiązaniach siłowych skuteczny. Ale nic na dłuższą metę tą siłą nie osiągnie jeśli za nią nie pójdzie zdrowy rozsądek i choć minimum wiedzy.
Awatar użytkownika
Gregski
Posty: 1802
Rejestracja: 2006-01-27, 21:47
Lokalizacja: Na Kociewiu albo na morzu

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Gregski »

Napoleon pisze: Nie wiadomo czy będzie kontrolował wenezuelską ropę.
Będzie. Ta kobitka co zastąpiła Maduro już przebiera nogami by obciągnąć Trupowi jeśli tylko on sobie tego zażyczy. (Koleś z Columbii już zadeklarował gotowość stawienia się w Biały Domu. Podobnie i Kubańczyk) Jednym ruchem postawił do pionu połowę latynoskich pajaców.
Tak na marginesie to aż się dziwię, że na razie Trump odpuścił Boliwii.
Z ropą chwilę potrwa bo sektor jest dramatycznie niedoinwestowany a i fachowcy dawno się z Wenezueli wynieśli. Za dobrych czasów Wenezuelczycy wydobywali do 4 milionów baryłek dziennie. Teraz niecałe pół.
A jak tam byłe ostatni raz w 2015 roku to infrastruktura portowa też się sypała.
Trzeba kasy i trochę czasu.
Z drugiej strony na Missisipi nadal są rafinerie zbudowane na wenezuelską ropę. W Indiach też .
Napoleon pisze: Pomijając jedną rzecz. USA to państwo federalne, ale państwo, z dość silnym jednym ośrodkiem władzy. UE państwem NIE JEST. Jest organizacją gospodarczą zjednoczoną wspólnym rynkiem, w ramach której działa 27 niezależnych państw.
Tak, zinfiltrowaną przez ruskich agentów wpływu. Najlepiej widać to na przykładzie Niemiec.
Napoleon pisze: to czemu sprzeciwiasz się procesowi dalszej integracji? Śmiejesz się z czegoś, co można zmienić, ale Ty zmiany nie chcesz.
Bo nie chcę by ruscy agenci i różni brukselscy "foliarze" którzy tam rządzą mieli jeszcze większy wpływ.
Napoleon pisze: USA własne surowce ma, Europa nie. Coś więcej?
Tak.
LNG jest pełno na rynku. Ostatnio statek z mojej firmy robił za storage dla omańskiego gazu wypalając go kiedy snuł się z prędkością BOG. Dlaczego? Bo w Omanie tanki były pełne a odbiorców akurat nie było.
Europa nie jest skazana na ruskie LNG.
Napoleon pisze: A jego interesy, tak jak on je rozumie, są sprzeczne z naszymi.
Nie są. A w każdy razie nie bardziej niż nasze interesy a brukselskie. A jakoś radę sobie dajemy.
Wśród ludzi człowiek dziczeje.
Waldemar Łysiak
Napoleon
Posty: 5003
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

Będzie. Ta kobitka co zastąpiła Maduro...
Wiara przez Ciebie przemawia :-) A to znaczy, że mało co rozumiesz.
Tak, zinfiltrowaną przez ruskich agentów wpływu. Najlepiej widać to na przykładzie Niemiec.
:-) Jeśli Niemcy mają być "zinfiltrowani przez ruskich agentów wpływu" to co powiedzieć o USA? A cieszysz się, że ci "ruscy agenci wpływu" rządzą, decydują, rozbijają NATO itd. Nie dostrzegasz tego? Piszesz, że nie chcesz dalszej integracji europejskiej z powodu tych "agentów". Ale przecież głównym zadaniem tych "agentów wpływu" obecnie jest niedopuszczenie do dalszej integracji! To co mówisz, to są hasła propagowane przez Kreml! Niedopuszczenie do dalszej integracji europejskiej a najlepiej rozbicie tego co jest lub co najmniej osłabienie więzi unijnych, to główny cel Kremla. To co piszesz to czysta paranoja (rozdwojenie jaźni) - nie chcesz tego czego najbardziej nie chce Rosja, tłumacząc to tym, żeby uniknąć tego co chce Rosja. Czy nie dostrzegasz absurdu tego co twierdzisz?
Na zdrowy rozsądek, jeśli Rosja stanowi dla Polski główne zagrożenie (chyba, że uważasz że główne zagrożenie stanowi UE lub Niemcy? :? ), to to czego życzyłaby sobie Rosja powinno być dla nas wyznacznikiem tego, co nie powinno się zdarzyć. Dobrze rozumuję? A Rosja nie chce dalszej integracji w ramach UE - mylę się? Chce rozbicie UE - mylę się? Podobnie zresztą jak USA (skojarzenia nieprzypadkowe - patrz ta "infiltracja" przez ruskich agentów...). Rosja chce też rozbicia NATO (to mokry sen Putina!) - co robi USA. Jeśli nie rozumiesz innych argumentów, to może tak to zrozumiesz?
LNG jest pełno na rynku.
Najpierw problem z rosyjskim gazem był taki, że były kontrakty - których czas musiał dobiec końca. Potem była cena, bo gaz spoza Rosji tańszy nie będzie, No i kwestia terminala (z tego co wiem, to ten w Szczecinie jest maksymalnie obłożony). Tymczasem, gdy ceny energii rosną, to owi "agenci kremla" (? :wink: ) od razu podnoszą krzyk, że to niedopuszczalne itd. Więc zmiany muszą trwać. Pominę to, że z tego co się orientuję, rosyjski gaz to obecnie raptem 6 % europejskiego importu, za który są odpowiedzialne głównie trzy państwa (Francja, Hiszpania i Węgry - o ile dobrze pamiętam; coś tam importowała też Belgia ale chyba ostatnio ograniczyła import). Więc sprawa jest odrobinę bardziej skomplikowana niż to piszesz...
Nie są. A w każdy razie nie bardziej niż nasze interesy a brukselskie. A jakoś radę sobie dajemy.
A możesz to jakoś rozwinąć? Bo moim zdaniem nie jest w naszym interesie by USA robiły dobre interesy z Rosją - a Trump tego nie wyklucza, ba zabiega o to. Nie jest w naszym interesie by USA nie wspierały Ukrainy - a wspierają coraz mniej, przy czym nawet to malejące wsparcie jest coraz bardziej problematyczne i to Europa za nie głównie płaci. Trump chce rozbić NATO (w zasadzie już to zrobił) co nie jest ewidentnie w naszym interesie. Chce też rozbić UE, co również w naszym interesie nie jest, gdyż to wspólnemu rynkowi zawdzięczamy nasz sukces gospodarczy i relatywnie wysoki poziom życia. NIC z tego co robi Trump nie jest w naszym interesie, przynajmniej według mnie. Więc chętnie wysłuchałbym jakieś argumenty przeciwne.
Przepraszam, jedyną korzyścią z Trumpa jest to, że państwa europejskie zaczynają się bardziej zbroić (choć robią to nieco chaotycznie, ale znów - integracja...). Pytanie tylko, czy społeczeństwa tych państw to akceptują? Bo zbrojenia kosztują. A to rodzi kolejna dziwne sytuacje - w Polsce nikt zbrojeń nie kwestionuje, ale większość chce by dalej obniżać podatki - czysta paranoja! Gdzie indziej może być jeszcze gorzej.
Aaa.. i jeszcze jedno. Jeśli pod pojęciem "Bruksela" rozumiesz UE, to chciałbym przypomnieć, że Polska jest częścią UE, czyli tej"Brukseli". Częścią, mającą wpływ na to co się w niej dzieje. A piszesz tak, jakby ta "Bruksela" to było jakieś "obce ciało".

Pominę już inne kwestie polityki Trumpa, które są ewidentnie sprzeczne z naszym interesem (bo jest ich wiele - choćby transakcyjne podejście Trumpa do polityki co rodzi chaos i niepewność; pisałem już o tym). Powtórzę więc kolejny raz moje zdanie: Trump to infantylny kretyn, który nic nie buduje a tylko niszczy. Konsekwencje jego kadencji będą fatalne - dla USA, dla nas i dla całego świata. Miejmy nadzieję, że nie będą katastrofalne.
Ostatnio zmieniony 2026-01-13, 21:04 przez Napoleon, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4963
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Maciej3 »

Długofalowe skutki prezydetury tego geniusia mogą być bardzo bolesne, ale nie mów mi, że wprowadza wielką niepewność. jeśli wiemy, że jest transakcyjny i całe kontakty międzynarodowe traktuje jak biznes - i do tego wiemy jak ten swójbiznes kiedyś prowadził (chamsko, na wymuszeniach, nie płacąc ludziom, celowo bankrutując firmy itd) i jeszcze do tego jawnie mówi czego chce, to przecież tu nie ma żadnej niepewności. trzeba tylko słuchać uważnie i brać na poważnie to co mówi, a nie udawać, że to tylko taka retoryka wariata.
Żeby była jasność - jakby hitlera brać na poważnie w latach 30-tych to by też dość wczesnie wiedziano do czego dąży, ale traktowano go "a to taki wariat, tak tylko mówi i wprowadza niepewność". No własnie wprowadzał pewność, tylko nie taką co się wielu (w tym mi) podobała.
Także nie mów mi o niepewności. Już lepiej o rozpierdusze, to tak.

EDIT
To narzekanie, że trumpek jest nieprzewidywalny to trochę jak lata temu było narzekanie na Obamę (od paru znajomych). On obiecał zmianę a jest gorzej, nie spełnia obietnic.
na co ja od razu - przecież on mówił "it is time to chance". Nie mówił, że na lepsze. Jest gorzej? To znaczy, że jest inaczej. Czyli zmiana zaszła. Czyli dotrzymał słowa.
A, że nie słuchałeś dokładnie, to już twój problem.

Żeby nie było - nie wiem czy Obama pogorszył sytuację amerykanów czy polepszył. Nie wnikam. Nie obchodzi mnie to. Ale narzekania tych co mówili, że nie dotrzymał słowa bo obiecał zmienę ja jest gorzej były bzdrurne, bo przecież zmiana zaszła. Proste. A to, że nie taka jakbyś chciał, to już inna sprawa.
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Napoleon
Posty: 5003
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

...jeśli wiemy, że jest transakcyjny i całe kontakty międzynarodowe traktuje jak biznes - i do tego wiemy jak ten swójbiznes kiedyś prowadził (chamsko, na wymuszeniach, nie płacąc ludziom, celowo bankrutując firmy itd) i jeszcze do tego jawnie mówi czego chce, to przecież tu nie ma żadnej niepewności.
Właśnie to sprawia niepewność. Trump odrzuca wszelkie wartości i prowadzi politykę transakcyjną - robi to co według niego przyniesie jemu (USA?) największą korzyść (przeważnie przeliczaną na pieniądze). A to oznacza, że w jednej chwili, bez uprzedzenia może zmienić postawę o 180 stopni. Czyli, jakkolwiek by go nie obserwować, cokolwiek by nie brać pod uwagę i w kalkulacjach, jest nieobliczalny. Czy prowadziłbyś biznes z człekiem nieobliczalnym? Ba ja nie.
Przykład. Trump cały czas twierdzi, że USA musi mieć Grenlandię. Przy czym nie wyklucza działań pozadyplomatycznych (mówiąc oględnie). I tu pojawia się pytanie - co zrobi? Jesteś w stanie przewidzieć? Bo ja nie.
Czy jest wariatem/kretynem? Przyjmijmy, że USA naprawdę tak potrzebują tej Grenlandii (abstrahuję od tego, czy naprawdę jej potrzebują, bo moim zdaniem nie). Dania jest sojusznikiem. Małym,ale sojusznikiem, członkiem NATO. Więc jeśli się chce taką sprawę załatwić, to się rozmawia kanałami dyplomatycznymi. Cicho, bez rozgłosu. Jeśli natomiast się otwarcie mówi, że się chce tej Grenlandii za wszelką cenę, łącznie z agresją, to jest się idiotą. Bo ogłasza się wszem i wobec, także swym wrogom, że NATO już nie istnieje (a całe NATO to już poważna sprawa). A w najlepszym razie jest mocno wątpliwe. A skoro jest wątpliwe, to się zachęca np. Rosję do wypróbowania czy tak jest naprawdę. Nawet, jeśli NATO zadziała (a moim zdaniem może być różnie - znów niepewność jako skutek działania Trumpa) to koszty będą kolosalne. Dla Rosji, ale i dla Europy, dla USA zapewne też.
To co robi Trump jest zachętą do awantur dla innych. A awantury kosztują (mówiąc biznesowo) - i to dużo. A tych kosztów wcale nie trzeba ponosić.
Żeby była jasność - jakby hitlera brać na poważnie w latach 30-tych to by też dość wczesnie wiedziano do czego dąży, ale traktowano go "a to taki wariat, tak tylko mówi i wprowadza niepewność". No własnie wprowadzał pewność, tylko nie taką co się wielu (w tym mi) podobała.
Po pierwsze, Hitler też był kretynem. I to zapewne większym znacznie od Trumpa. Też w dużym stopniu działał irracjonalnie. I też wszyscy (łącznie z Niemcami) ponieśli kolosalne koszty jego działań. Hitler też nie był w stanie przewidzieć konsekwencji swych działań. Patrzył krótkoterminowo, upajał się doraźnymi sukcesami. A polityka to sport długodystansowy. Nie był w stanie tego zrozumieć, więc był głupcem.
Z tym traktowaniem Hitlera zaś jako wariata to bardziej skomplikowana sprawa. Bo uwierzyć w to co zapowiadał nie było wcale tak łatwo. Uwierzono to dopiero po zagarnięciu Czech. Jedynym sposobem na Hitlera byłaby wojna prewencyjna. Ale tu trzeba odnieść się do ówczesnych realiów - taka wojna była niemożliwa. Bo i Francja i W. Brytania nosiły jeszcze traumę I wojny. Nikt wojny nie chciał. Może Piłsudski byłby gotów, ale z tą jego propozycją wojny prewencyjnej wobec Niemiec to bardziej skomplikowana sprawa.
Poza tym, jeśliby odnieść się do tego co mówisz, to państwa Europejskie powinny w tym momencie traktować Trumpa jak wroga. Tylko co tak naprawdę Trump jest gotów zrobić? Znów jest niepewność. A konflikt z USA wiele by nas kosztował. No i wymagałby jedności UE - której nie będzie. I niekoniecznie chodzi tu o Węgry czy Słowację. W ostatniej historii z ruskimi aktywami wszystkich zaskoczyła Meloni. A przy konflikcie z USA takich niespodzianek byłoby więcej. Europa nie jest państwem (to co się dzieje to jeszcze jeden powód by powstały Stany zjednoczone Europy), nie można od Europy oczekiwać tego samego co od państwa z jednolitą władzą.
...przecież on mówił "it is time to chance". Nie mówił, że na lepsze. Jest gorzej? To znaczy, że jest inaczej. Czyli zmiana zaszła. Czyli dotrzymał słowa.
A, że nie słuchałeś dokładnie, to już twój problem
Ależ piszesz do jego zwolenników. Mnie nie zaskoczył, wiedziałem, że będzie źle. Choć przyznam, że gdy zaczął bredzić o Kanadzie i Grenlandii to mnie zaskoczył - nie sądziłem, że jest aż takim kretynem. To, że będzie źle, i to znacznie gorzej, wiedziałem. Zaskoczenia nie było. Niepewność dotyczy tego jak będzie źle. Bo tu rozpiętość/skala tego jak może być źle jest bardzo duża.
Osobna kwestia dotyczy naszych rodaków, którzy chcieli zwycięstwa Trumpa. Bo jaki będzie i jakie tego będą konsekwencje dla nas, jak sam piszesz można było przewidzieć. To samo odnosi się do tych, którzy np. popierają "piątkę Mentzena" (którym się ona podoba). Bo jak będzie po opuszczeniu UE - wiadomo. Zaskoczeniem może tu być głównie głupota moich rodaków. Tym większa, że wielu nadal wierzy w Trumpa - pomimo tego co się dzieje!
tom
Posty: 1013
Rejestracja: 2011-05-07, 10:52

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: tom »

Napoleon pisze: 3. Podziwiasz sprawczość Trumpa i wyśmiewasz niemrawość UE. Pomijając jedną rzecz. USA to państwo federalne, ale państwo, z dość silnym jednym ośrodkiem władzy. UE państwem NIE JEST. Jest organizacją gospodarczą zjednoczoną wspólnym rynkiem, w ramach której działa 27 niezależnych państw. Co znacząco zmienia postać rzeczy - podejmowanie decyzji przez UE jest znacznie bardziej złożone i trwa niepomiernie dłużej. Musi też być efektem kompromisu. To można zmienić - mogą powstać Stany Zjednoczone Europy. To byłby długi proces i trudny, i niekoniecznie wszystkie państwa obecnej UE do takiego tworu by weszły, ale to by sprawiło, że powstałby twór mogący zrównoważyć USA i Chiny. UE nie jest w stanie, bo nie jest państwem.
Tylko nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak mogą to rozumieć Ci, którzy ten Twój post czytają. Bo to by oznaczało to, czego się obawiały środowiska prawicowe. Ze od dawna dążycie do tego, by kraje UE spadły do roli "landów" i straciły swoją niezależność pod pretekstem "wyższej konieczności"( choć wcześniej temu zaprzeczaliście). Wielu już mówi, że ją i tak tracimy dość szybko, bo zbyt wiele ważnych spraw można nam już narzucić z zewnątrz. Wpaść w łapy Putina to byłoby jeszcze gorzej, ale i tak dobrze nie będzie. Bo to tak jakby wybierać miedzy tym, czy mieć związane ręce i nogi, a tym, by być "wdeptanym w ziemię".
Co do Trumpa - złudzeń nie mam - liczyć na niego ani ufać mu nie można, nawet jak teraz widać momenty, że szkodzi i Putinowi. Ale faktycznie zmienia poglądy jak chorągiewka na wietrze. Jak uzna, że poświęci nas "by USA na koniec zostały najmniej poszkodowane" - nic się na to nie poradzi. To by nie było zresztą w historii pierwszy raz.
No i jeśli pomysły Trumpa odnośnie Kanady, Grenlandii i być może innych krajów (by zrobić z nich stany USA i wzmocnić trumpowskie mocarstwo) są be, to ten europejski pomysł (o podobnym celu - by powstał podobny twór) jest OK?
Awatar użytkownika
pothkan
Posty: 4603
Rejestracja: 2006-04-26, 23:59
Lokalizacja: Gdynia - morska stolica Polski

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: pothkan »

tom pisze: by kraje UE spadły do roli "landów" i straciły swoją niezależność pod pretekstem "wyższej konieczności"( choć wcześniej temu zaprzeczaliście)
Tak, ale 1. WSZYSTKIE państwa, 2. w zamian za wzmocnienie demokracji w samym systemie UE. Czyli likwidacja lub marginalizacja Rady, większa rola Parlamentu, oraz władza Komisji - ale tworzonej tak jak rządy parlamentarne, w zrozumiały dla każdego sposób.
ODPOWIEDZ