To że brytyjskie padło, to zero zdziwienia. Ale że tak szybko i do tego stopnia, to w 1926 to raczej mało kto by to kupił.
Nie zgodziłbym się z tym. Momentem przełomowym była, moim zdaniem, I wojna. Zważ, że na konferencji waszyngtońskiej Brytyjczycy zgodzili się na taki sam parytet tonażowy floty dla nich i dla USA. Co oznacza, że sami już zdawali sobie sprawę z tego, że ich imperium się kończy. Takich "wskaźników" można by znaleźć znacznie więcej. Masz rację o tyle, że mogło to dobrze wyglądać do I wojny. Ale po niej już nie. To tak samo z imperium hiszpańskim. Do wojen z rewolucyjną Francją mogło to wszystko wyglądać całkiem dobrze. Potem doszło do upadku.
Upadek zazwyczaj jest przyśpieszany przez "katalizatory", a tu najlepszym jest wojna - długa i ciężka, może nawet być wygrana (patrz np. rewolucja francuska i wojna o niepodległośc Stanów Zjednoczonych).
Co do przemian społecznych - cóż u "braci moskali" to do demokracji podchodzili więcej niż raz. I jakoś się nie przyjęła.
Tu by trzeba głębiej sięgnąć do historii. Bo na początku były dwa ośrodki państwowości ruskiej: Kijów i Nowogród Wielki. Ten pierwszy był monarchią, ale nie odbiegającą od reszty Europy. Ten drugi był republiką, i to całkiem silną. Gdyby to Nowogród przejął kształtowanie państwowości rosyjskiej jestem prawie pewny, że ta byłaby dość podobna do zachodu. I stworzone byłyby całkiem solidne podstawy pod demokrację. Gdyby to był Kijów, może nie byłbym tego aż tak pewny, ale szanse też byłyby duże. Tak się jednak złożyło, że przyszli Mongołowie i roznieśli Kijów a Nowogród sobie podporządkowali, hamując jego możliwości rozwoju. Na tej glebie wyrosła Moskwa, która przyjęła wzory wschodnie jeśli chodzi o system władzy. Zastąpiła Kijów i zniszczyła Nowogród. Rozstrzygnęło się to gdzieś na przełomie XV/XVI wieku. Ale losy Rosji mogły pójść w innym kierunku...
A tak ogólnie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obecnie demokracja jest w odwrocie (na świecie).
Pełna zgoda. Bo świat jest "na zakręcie" - zmienia się. Rosną w siłę wielkie korporacje/firmy, rosną różnice w dochodach ludzi, kurczy się klasa średnia, ludzie czują się niepewnie. Mamy trochę sytuację jak za rewolucji przemysłowej. Która zniszczyła feudalizm. Natomiast póki co niczego bym nie przesądzał. Aczkolwiek, jeśli demokracja przegra, będzie ciężko. I rzecz może zakończyć się kolejną totalną wojną. Generalnie - będzie znacznie gorzej.
M.in. dlatego dziwię się tym wszystkim kretynom, którzy podziwiają Trumpa i im podobnych, zachwycają się "rządami silnej ręki" i kompletnie nie doceniają tego co mają. No, ale ludzie tacy są.
Tak - generalnie na świecie nie jest lubiana.

Nie jest lubiana przez wielu tych, którzy ją mają. Bo w swej głupocie sądzą, że cokolwiek by nie było, to to do czego się przyzwyczaili będzie zawsze. I może być tylko lepiej. Natomiast zwróć uwagę, że ci, którzy jej nie mają, tęsknią. Niekoniecznie za demokracją (wśród nich jest też wielu głupców lub ignorantów). Dążą za tym, co demokracja daje ludziom. I marzą by z tych dobrodziejstw korzystać. Więc z tym lubieniem lub nielubieniem to trochę bardziej skomplikowana sprawa.
Ale jak teraz takie "nieco mniej" demokratyczne państwa również pokazują, że się rozwijają...
Zważ jednak, że to demokracje wytyczyły kierunek rozwoju. Autokracje je bardziej naśladują w niektórych rzeczach. To raz. A dwa, rozwój w autokracjach też ma swą cenę. Patrzymy na wskaźniki, na ostateczne efekty. Umykają nam koszty. W demokracji nie zmusisz jednego pokolenia by za przysłowiową "miskę ryżu" ciężko pracował na rzecz przyszłości. W autokracji zmusisz. Co więcej, w demokracji, nawet takiej niedoskonałej, z tego rozwoju czerpią wszyscy. W autokracji niekoniecznie, a jeśli nawet to w bardzo różnym stopniu. Nie wiem czy ktoś byłby zadowolony, gdyby musiał ciężko harować mając z tego niewiele (i niewielkie perspektywy) na świetlaną przyszłość państwa i ewentualnie (jak dobrze pójdzie) przyszłych pokoleń. Czyli - dla idei. Koszty rozwoju w autokracji są zazwyczaj znacznie wyższe niż w demokracji.
Zachwycamy się Chinami. Ale zanim po 1976 roku Chiny przyjęły ten a nie inny model rozwoju, próbowały innych. Pal licho pieniądze... Kosztowało to ile? 50-60-70 mln istnień ludzkich? To nie są cyfry nieprawdopodobne. Jak ktoś się tak Chinami zachwyca to niech się zastanowi czy czasem wśród tych milionów by się nie znalazł. A i po 1976 (do dziś) nie jest tak wspaniale jakby się mogło wydawać... A przecież gdy w Europie zaczynała się rewolucja przemysłowa, Chiny były bogatsze i lepiej rozwinięte od większości państw europejskich.
Ponoć mamy drugi największy skumulowany wzrost gospodarczy na świecie, jeśli liczyć od powiedzmy 1990 rok. Po Chinach.
Co de facto znaczy, że mamy być może większy.
Sam się na tym łapie i muszę sobie przypominać, że jednak coś się tam zmieniło.
Pociesz się, mnie się też zdarza. Ale i Ty i ja mamy tego świadomość, że przeginamy. Wielu nie ma. I tu widzę największe niebezpieczeństwo. Ktoś kiedyś powiedział, że wojny biorą się z nudów. To można też powiedzieć o innych sytuacjach. Przyzwyczajamy się do tego co mamy, jeśli to jest dobre, i cały czas oczekujemy czegoś więcej nie doceniając tego co jest (no bo jest). Taka postawa, na dłuższą metę, prowadzi zazwyczaj do problemów. Dobre czasy zniechęcają do myślenia. A od tego zazwyczaj problemy się zaczynają...
Ale, pocieszam się. Mam swoje lata. Mam szansę tych problemów już nie dożyć...
