Zwrot przez prawą burtę.

czyli hobby, kultura, sztuka, wścieklizna i w ogóle offtopic...

Moderator: nicpon

Napoleon
Posty: 5083
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

To jak mówisz w perspektywie 100 czy 200 lat, to ja też taki prorok mogę być. Zwłaszcza, że zweryfikować się tego nie da (w każdym razie za naszego życia).
Myślę, że znacznie krócej, 2-3 pokolenia. Zweryfikować trudno, ale historia daje nam przykłady, że tak być może (choć nie musi).
Zawsze tak należy patrzeć na problemy w podobnych przypadkach. Czy się nam to podoba czy nie, procesy społeczne trwają - i nic na to nie poradzimy.
Dla przypomnienia - 100 lat temu nad Imperium Brytyjskim nie zachodziło słońce, a teraz to może nie drugorzędny, ale na pewno nie wiodący kraj choćby w Europie
Tylko że my tu dyskutujemy o procesie społecznym, a to jest "inna inszość". W przypadku imperiów kolonialnych dość łatwo przewidzieć co się będzie działo. Więc to co stało się z W. Brytanią nie powinno zaskakiwać (mowa o końcu imperium).
A te rolnicze super biedne i zacofane Chiny (100 lat temu pod totalną zapaścią) pod niektórymi względami są pierwszą potęgą gospodarczą świata.
Z Chinami też można wszystko było łatwo przewidzieć. Chiny z natury są "olbrzymem". Zawsze były. Upadek Chin w drugiej połowie XIX wieku był swego rodzaju "wypadkiem przy pracy" który w historii tego państwa się już zdarzał. Teraz po prostu China wracają do normy, co nie powinno nikogo zaskakiwać. Choć pewno za jakiś czas czeka je ponowne załamanie.
A Polska zaczyna być (prawie) istotna w Europie. Znaczenia bym nie przeceniał, ale zaczyna coś tam znaczyć.
Też po prostu wracamy na dawne miejsce. Choć może nawet więcej. Swą najwyższą pozycję osiągnęliśmy w historii gdzieś za panowanie Zygmunta Starego (mniej więcej). Jakąś dekadę temu czytałem artykuł, w którym autor udowadniał, że osiągnęliśmy analogiczny poziom biorąc oczywiście poprawkę na obecne czasy. Teraz jesteśmy już wyżej (ta nawiasem, ciekawe czy Polacy mają tego świadomość? - bo mam wrażenie, że kompletnie nie mają świadomości sukcesu jaki osiągnęliśmy).

Tylko że to nie są przykłady związane z przemianami społeczno-politycznymi. To znaczy są o tyle, że co najwyżej dają pokaz możliwości jakie te przemiany dają. Natomiast tu działają inne mechanizmy.
Jak popatrzę na historię największego pod względem powierzchni kraju na świecie, to prędzej uwierzę w powtórne przyjście Jezusa (co najmniej agnostyk jestem) niż w trwałą demokrację w tym kraju.
Ale istniały już w historii tego kraju momenty, gdzie było to możliwe (także i wtedy, gdy jeszcze nie był największy). Nie wyszło, ale to nie znaczy, że nie było szansy. Więc diabli wiedzą jak to będzie w przyszłości.
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4976
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Maciej3 »

Co do upadku imperiów to zgoda. Każde upada. Kwestia nie czy, tylko kiedy i jak szybko i w jakim stopniu. To że brytyjskie padło, to zero zdziwienia. Ale że tak szybko i do tego stopnia, to w 1926 to raczej mało kto by to kupił.
Co do przemian społecznych - cóż u "braci moskali" to do demokracji podchodzili więcej niż raz. I jakoś się nie przyjęła.
A tak ogólnie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obecnie demokracja jest w odwrocie (na świecie).
Tak - generalnie na świecie nie jest lubiana. Jeśli brać pod uwagę ilość ludzi, to nawet zdecydowanie nie jest. Ale, że w swoim czasie demokratyczne państwa pokazały, że gospodarczo wychodzą najlepiej i mają największą przewagę nad innymi, no to fakty mówiły same za siebie.
Ale jak teraz takie "nieco mniej" demokratyczne państwa również pokazują, że się rozwijają, to widzę pewne tendencje do odwrotu.
W co to się przepoczwarzy, nie mam pojęcia.
(ta nawiasem, ciekawe czy Polacy mają tego świadomość? - bo mam wrażenie, że kompletnie nie mają świadomości sukcesu jaki osiągnęliśmy).
Generalnie raczej nie. Mamy tendencje do narzekania. Ale jak jednak sobie przypomnę lata 80-te (trochę pamiętam) i teraz, to gdyby tak przeskoczyć z lat 80 do teraz to nikt by nie uwierzył. I to nie chodzi o "naturalny rozwój" tylko różnicę względem "zachodu" (cokolwiek rozumiemy pod tym określeniem.
Ponoć mamy drugi największy skumulowany wzrost gospodarczy na świecie, jeśli liczyć od powiedzmy 1990 rok. Po Chinach.
Trochę mi się nie chce wierzyć, że wyższy niż w Korei Południowej, ale niech będzie nawet trzeci. To ogromy sukces, za granicą czasem się pytają, jak to zrobiliśmy, a my narzekamy to na jednych to na drugich i jak to w Polsce jest do dupy. Sam się na tym łapie i muszę sobie przypominać, że jednak coś się tam zmieniło.
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Napoleon
Posty: 5083
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

To że brytyjskie padło, to zero zdziwienia. Ale że tak szybko i do tego stopnia, to w 1926 to raczej mało kto by to kupił.
Nie zgodziłbym się z tym. Momentem przełomowym była, moim zdaniem, I wojna. Zważ, że na konferencji waszyngtońskiej Brytyjczycy zgodzili się na taki sam parytet tonażowy floty dla nich i dla USA. Co oznacza, że sami już zdawali sobie sprawę z tego, że ich imperium się kończy. Takich "wskaźników" można by znaleźć znacznie więcej. Masz rację o tyle, że mogło to dobrze wyglądać do I wojny. Ale po niej już nie. To tak samo z imperium hiszpańskim. Do wojen z rewolucyjną Francją mogło to wszystko wyglądać całkiem dobrze. Potem doszło do upadku.
Upadek zazwyczaj jest przyśpieszany przez "katalizatory", a tu najlepszym jest wojna - długa i ciężka, może nawet być wygrana (patrz np. rewolucja francuska i wojna o niepodległośc Stanów Zjednoczonych).
Co do przemian społecznych - cóż u "braci moskali" to do demokracji podchodzili więcej niż raz. I jakoś się nie przyjęła.
Tu by trzeba głębiej sięgnąć do historii. Bo na początku były dwa ośrodki państwowości ruskiej: Kijów i Nowogród Wielki. Ten pierwszy był monarchią, ale nie odbiegającą od reszty Europy. Ten drugi był republiką, i to całkiem silną. Gdyby to Nowogród przejął kształtowanie państwowości rosyjskiej jestem prawie pewny, że ta byłaby dość podobna do zachodu. I stworzone byłyby całkiem solidne podstawy pod demokrację. Gdyby to był Kijów, może nie byłbym tego aż tak pewny, ale szanse też byłyby duże. Tak się jednak złożyło, że przyszli Mongołowie i roznieśli Kijów a Nowogród sobie podporządkowali, hamując jego możliwości rozwoju. Na tej glebie wyrosła Moskwa, która przyjęła wzory wschodnie jeśli chodzi o system władzy. Zastąpiła Kijów i zniszczyła Nowogród. Rozstrzygnęło się to gdzieś na przełomie XV/XVI wieku. Ale losy Rosji mogły pójść w innym kierunku...
A tak ogólnie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obecnie demokracja jest w odwrocie (na świecie).
Pełna zgoda. Bo świat jest "na zakręcie" - zmienia się. Rosną w siłę wielkie korporacje/firmy, rosną różnice w dochodach ludzi, kurczy się klasa średnia, ludzie czują się niepewnie. Mamy trochę sytuację jak za rewolucji przemysłowej. Która zniszczyła feudalizm. Natomiast póki co niczego bym nie przesądzał. Aczkolwiek, jeśli demokracja przegra, będzie ciężko. I rzecz może zakończyć się kolejną totalną wojną. Generalnie - będzie znacznie gorzej.
M.in. dlatego dziwię się tym wszystkim kretynom, którzy podziwiają Trumpa i im podobnych, zachwycają się "rządami silnej ręki" i kompletnie nie doceniają tego co mają. No, ale ludzie tacy są.
Tak - generalnie na świecie nie jest lubiana.
:-) Nie jest lubiana przez wielu tych, którzy ją mają. Bo w swej głupocie sądzą, że cokolwiek by nie było, to to do czego się przyzwyczaili będzie zawsze. I może być tylko lepiej. Natomiast zwróć uwagę, że ci, którzy jej nie mają, tęsknią. Niekoniecznie za demokracją (wśród nich jest też wielu głupców lub ignorantów). Dążą za tym, co demokracja daje ludziom. I marzą by z tych dobrodziejstw korzystać. Więc z tym lubieniem lub nielubieniem to trochę bardziej skomplikowana sprawa. 8)
Ale jak teraz takie "nieco mniej" demokratyczne państwa również pokazują, że się rozwijają...
Zważ jednak, że to demokracje wytyczyły kierunek rozwoju. Autokracje je bardziej naśladują w niektórych rzeczach. To raz. A dwa, rozwój w autokracjach też ma swą cenę. Patrzymy na wskaźniki, na ostateczne efekty. Umykają nam koszty. W demokracji nie zmusisz jednego pokolenia by za przysłowiową "miskę ryżu" ciężko pracował na rzecz przyszłości. W autokracji zmusisz. Co więcej, w demokracji, nawet takiej niedoskonałej, z tego rozwoju czerpią wszyscy. W autokracji niekoniecznie, a jeśli nawet to w bardzo różnym stopniu. Nie wiem czy ktoś byłby zadowolony, gdyby musiał ciężko harować mając z tego niewiele (i niewielkie perspektywy) na świetlaną przyszłość państwa i ewentualnie (jak dobrze pójdzie) przyszłych pokoleń. Czyli - dla idei. Koszty rozwoju w autokracji są zazwyczaj znacznie wyższe niż w demokracji.
Zachwycamy się Chinami. Ale zanim po 1976 roku Chiny przyjęły ten a nie inny model rozwoju, próbowały innych. Pal licho pieniądze... Kosztowało to ile? 50-60-70 mln istnień ludzkich? To nie są cyfry nieprawdopodobne. Jak ktoś się tak Chinami zachwyca to niech się zastanowi czy czasem wśród tych milionów by się nie znalazł. A i po 1976 (do dziś) nie jest tak wspaniale jakby się mogło wydawać... A przecież gdy w Europie zaczynała się rewolucja przemysłowa, Chiny były bogatsze i lepiej rozwinięte od większości państw europejskich.
Ponoć mamy drugi największy skumulowany wzrost gospodarczy na świecie, jeśli liczyć od powiedzmy 1990 rok. Po Chinach.
Co de facto znaczy, że mamy być może większy.
Sam się na tym łapie i muszę sobie przypominać, że jednak coś się tam zmieniło.
Pociesz się, mnie się też zdarza. Ale i Ty i ja mamy tego świadomość, że przeginamy. Wielu nie ma. I tu widzę największe niebezpieczeństwo. Ktoś kiedyś powiedział, że wojny biorą się z nudów. To można też powiedzieć o innych sytuacjach. Przyzwyczajamy się do tego co mamy, jeśli to jest dobre, i cały czas oczekujemy czegoś więcej nie doceniając tego co jest (no bo jest). Taka postawa, na dłuższą metę, prowadzi zazwyczaj do problemów. Dobre czasy zniechęcają do myślenia. A od tego zazwyczaj problemy się zaczynają...
Ale, pocieszam się. Mam swoje lata. Mam szansę tych problemów już nie dożyć... :?
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4976
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Maciej3 »

Nie zgodziłbym się z tym. Momentem przełomowym była, moim zdaniem, I wojna. Zważ, że na konferencji waszyngtońskiej Brytyjczycy zgodzili się na taki sam parytet tonażowy floty dla nich i dla USA. Co oznacza, że sami już zdawali sobie sprawę z tego, że ich imperium się kończy. Takich "wskaźników" można by znaleźć znacznie więcej.
Welcome to hindsight city.
Owszem I wojna była pewnym wskaźnikiem, że imperium słabnie, ale do upadku było jeszcze daleko. Nie dość że traktat waszyngtoński wcale nie wyrównał flot – brytyjska nadal pozostała silniejsza. Zarówno co do ilości okrętów jak i wyporności. USA 500 650 ton, Empire 580 450 ton, do tego w latach 20-tych zbudowali sobie krążowników ośmiocalowych mniej więcej tyle co cała reszta świata razem wzięta.
Dopiero pierwszy traktat londyński to wyrównał.
A druga wojna światowa realnie zbankrutowała „evil empire”, kiedy to pieniążki powędrowały z Europy do USA (i możliwości produkcyjne również – upraszczam, ale w skrócie o to poszło).
Powiedziałbym, że sytuacja po I Wojnie była nieco podobna do obecnej, tylko że w miejsce ówczesnego Imperium wstawiasz teraz USA a w miejsce ówczesnego USA obecne Chiny.
W sumie niby stare imperium słabnie, ale jeszcze bryka, natomiast nowe wzrasta, ale bez jakiejś totalnej katastrofy, to w sumie „na dwoje babka wróżyła”, a nawet jeśli wiadomo jaki będzie efekt (a teraz wiesz kto wygra – Chiny USA?)*, to bez wojny mogło to trwać znacznie, znacznie dłużej.
Nie jest lubiana przez wielu tych, którzy ją mają.
Oj nie tylko. Nasi „bracia moskale”, że zacytuję wieszcza, to za demokracją nie przepadają. Kojarzy się z latami 90tymi, gdzie był taki…. Porządek wyższego rzędu połączony z mega biedą, że tęsknili za carem czy czymś takim. Tu demokrację lubi raczej znaczna mniejszość, a do tego zaryzykowałbym stwierdzenie, że znaczna część z tych, co demokrację lubią, to z tego kraju już wyjechała.
Za mało znam lokalne nastroje w Chinach, ale podejrzewam, że uważają podobnie.
Ja tam modelu chińskiego u nas nie chce, raczej z moją niewyparzoną gębą miałbym dość niski rating obywatelski, ale zadziwiająco dużo osób do tego tęskni. Nawet w Polsce.
Wolność oznacza odpowiedzialność. Jak masz wolność, to możesz też sobie zrobić krzywdę, bo masz do tego prawo.
Nader dużo ludzi tego nie chce. Byle kicha pełna, a reszta bez znaczenia. „a co źle było, do polityki się nie pchaj i bydzie dobrze” czy jakoś tak.
A patrz jakie tam antychrysty (wstawić dowolną religię) bezeceństwa robio. I tu kupa przykładów, z pewnymi rodzajami muzyki włącznie.
Łu nas tego ni ma, nie daj panie itd. itp.


*Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, że syty obrasta tłuszczem i robi się leniwy (albo za bardzo rozszerza wpływy przez co ma za duże koszty utrzymania) a nowy głodny jest bardziej dynamiczny, to w dłuższej perspektywie upadek USA jest nieunikniony (choć państwo niby potężne, ale ludziom nie żyje się najlepiej, więc może będą drapieżni?), ale czy upadnie teraz w najbliższym czasie? Cokolwiek to znaczy. I czy akurat to Chiny "przejmą pałeczkę"?
No i dobrze by było żeby przy okazji nie było zbyt dużo fajerwerków.
Jeśli ten upadek miałby się łączyć z podobnymi "przyjemnościami" jak upadek poprzedniego imperium światowego, to strach się bać.
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Napoleon
Posty: 5083
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

Owszem I wojna była pewnym wskaźnikiem, że imperium słabnie, ale do upadku było jeszcze daleko.
Zgoda, że do upadku było daleko, ale już zaczęła się jazda w dół. Z tymi tonażem zaś to bardziej, moim zdaniem, efekt zapóźnień w polityce morskiej USA. Budowali pancerniki "zapominając", że na samych pancernikach flota nie stoi. Istotna jest tu moim zdaniem decyzja o równym parytecie capital ships - jako swego rodzaju symbol.
Oj nie tylko. Nasi „bracia moskale”, że zacytuję wieszcza, to za demokracją nie przepadają.
Nie przepada władza, czyli Putin i spółka. Tak samo zresztą jak inni autokraci. Z prostej przyczyny - demokracja jest dla nich zagrożeniem. Jeżeli zwrócisz uwagę na to co się dzieje obecnie na świecie, to gdyby wyróżniać jakieś strony konfliktu, to ewidentnie podział idzie granicą demokracja - autokracja. Jeżeli ta granica nie jest wyraźna, to tylko dlatego, że w wielu krajach formalnie demokratycznych pojawiają się autorytarne rysy ją psujące. Co na pierwszy rzut oka może trochę mylić. Ale jeśli spojrzymy ogólnie, to podział jest dość wyraźny.
Choć w sumie masz rację - do tych, którym się nie podoba bo ją mają i nie doceniają, doliczyć można tych, którzy jej nie mają i uważają ją za zagrożenie.
A co do Rosji... Rosja wpadła w demokrację praktycznie z dnia na dzień. W kraju o tak słabych tradycjach demokratycznych to wiązało się z ogromnym ryzykiem. I skończyło jak skończyło. To jest to zostało powiedziane - demokrację się buduje a nie tworzy z dnia na dzień. Rosja nie miała klasy średniej, nie miała tradycji demokratycznych, nie miała społeczeństwa obywatelskiego, miała natomiast kolosalne dysproporcje majątkowe i generalnie była biedna.
Polska przynajmniej miała społeczeństwo obywatelskie i tradycje demokratyczne, co stanowiło pewien kapitał. A i tak było ciężko i wcale nie było przesądzone, że się uda.
Za mało znam lokalne nastroje w Chinach, ale podejrzewam, że uważają podobnie.
Też tak sądzę. Z prostej przyczyny - Chińczycy innego modelu ustrojowego nie znają. Tyle, że Chinom grożą inne problemy. Ich gospodarka wbrew pozorom nie jest aż tak silna jak by się to mogło wydawać, nie ma u nich rynku i wszystko zależne jest od decyzji politycznych co rodzi duże niebezpieczeństwa, więc jeśli coś pójdzie nie tak... Chiny raz po raz przeżywały w swej historii wielkie powstania i wojny domowe. Kto powiedział, że już ich nie będzie? Alternatywą jest sytuacja, w której problemy wewnętrzne są tak potężne, że władza decyduje się na jakiś radykalny krok mający odwrócić uwagę ludzi od tych problemów i skonsolidować "wokół sztandaru" - np. na inwazję Tajwanu (tak jak kiedyś juta w Argentynie zdecydowała się na inwazję Falklandów). I tak źle i tak niedobrze...
...ale zadziwiająco dużo osób do tego tęskni. Nawet w Polsce
Prawda. Co dziwi o tyle, że przecież mamy doświadczenie jak to może wyglądać. Ale pamięć ludzka jest krótka a sami ludzi w dużym stopniu niezbyt rozgarnięci.
Choć z drugiej strony... Tak chyba było zawsze. W średniowieczu częste były przypadku oddawania się w poddaństwo wolnych chłopów- w zamian za swoistą opiekę. Doraźnie to mogło nawet mieć sens z punktu widzenia danego delikwenta, choć na dłuższą metę nikt raczej na tym dobrze nie wychodził.
Byle kicha pełna, a reszta bez znaczenia.
Rzecz w tym, że demokracja z pełną kichą raczej się wiąże. Inaczej nie zaszłaby tak daleko. Demokracja nie gwarantuje podejmowania właściwych decyzji, ale daje to co chcą ludzie. I możliwość zmiany decyzji - poprawy. Co sprawia, że prędzej czy później ludzie wybierają optymalne rozwiązania. Chyba, że zdecydują się zlikwidować demokrację - bo wtedy niczego już odwrócić się nie da.
No i dobrze by było żeby przy okazji nie było zbyt dużo fajerwerków.
Będą. Co najwyżej możemy liczyć, że my w Europie się na nie nie załapiemy. Ale to też mało prawdopodobne...
Awatar użytkownika
Maciej3
Posty: 4976
Rejestracja: 2008-05-16, 11:36

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Maciej3 »

Nie przepada władza, czyli Putin i spółka
Oj nie tylko, nie tylko.
Lata temu miałem okazję rozmawiać ze "zwykłymi ludźmi" z tamtych rejonów. Wierz mi, demokracji to oni nie chcą. Choć to wygląda trochę tak:
- chodzą we włoskich spodniach
- mają amerykańskie "ajfony"
- jeżdżą niemieckimi samochodami
i tak można wymieniać, w zalezności do poziomu zamożności różnie to wygląda
- i o niczym tak nie marzą, jak o zrzuceniu bomby atomowej na ten przebrzydły zachód.
albo alternatywnie przyjechaniu tam czołgiem i zlikwidowania tego życia na zachodzie.

No cóż - bez wódki nie rozbierjosz.
Będą. Co najwyżej możemy liczyć, że my w Europie się na nie nie załapiemy
Też myślę, że będa. Znam tylko jedno imperium co się rozpadło bez większych fajerwerków - CCCP. Coś tam strzelało, ale mało.
Imperia, zwłaszcza te co mają dużo zabawek - a jak jest imperium to ma zabawki - łatwo nie rezygnuje ze swojej pozycji.
Ale dwa poprzednie "światowe" fajerwerki trwały głównie w Europie, może teraz choć będziemy na peryferiach?
Wiem czyja matką jest nadzieja....
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Napoleon
Posty: 5083
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

Ale dwa poprzednie "światowe" fajerwerki trwały głównie w Europie, może teraz choć będziemy na peryferiach?
Jeśli założymy, że główna oś konfliktu będzie na linii USA-Chiny, to będziemy na peryferiach. Ale to wcale nie znaczy, że u nas nie będzie "fajerwerków".
Wierz mi, demokracji to oni nie chcą...
Też miałem okazję rozmawiać (choć dość dawno) i choć nikt nie deklarował chęci zrzucania bomby atomowej na ten zgniły Zachód, to zauważyć można było, że dla nich demokratyczny Zachód to inny, abstrakcyjny świat. Rozmawiałem z ludźmi mieszkającymi w dużym mieście i oni trochę temu Zachodowi (w tym nam - bo my dla nich też jesteśmy Zachodem, choć takim "bliższym", bardziej swojskim) zazdrościli. Ale nie zauważyłem by tęsknili za demokracją. Nie wiążą też demokracji z dobrobytem. Dla nich jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Ale na tą "zgniliznę" Zachodu też nie narzekali - w sumie to jej chyba nie dostrzegali. Byli tacy pogodzeni z tym co mają, pewnych rzeczy zazdrościli ale nic zmieniać nie chcieli. A z tego co mieli byli w sumie dość zadowoleni (choć trochę też narzekali, ale umiarkowanie).

W sumie - inni ludzie. Sposób rozumowania dla mnie przynajmniej obcy.
Ale z drugiej strony, gdy słucham niektórych "naszych" - to samo. Sposób rozumowania kompletnie obcy. Niekiedy mam wrażenie, że bliżej im do Rusków niż do mnie.
Przy czym można się z tym spotkać i w innych nacjach. Dyskutowałem kiedyś w internecie z Polakiem mieszkającym w USA (na zachodzie), już dość długo (miał obywatelstwo). Zagorzałym zwolennikiem Trumpa (po I kadencji). W dyskusji przyznał, że Trump wybory z Bidenem przegrał. Że cały ten "szturm na Kapitol" to w dużym stopniu jego wina i taka sytuacja jest niedopuszczalna/zła. Ale gdy przyszło co do czego, to oczywiście jego zdaniem nie było w historii USA prezydenta lepszego niż Trump i znów będzie na niego głosował. Gdy mu zwróciłem uwagę, że w tym co pisze nie ma żadnej logiki, że jego opinie są sprzeczne, oburzył się i zdziwił, bo on niczego takiego nie zauważył.
Z niektórymi Amerykańcami bez wódki też nie rozbieriosz....
Awatar użytkownika
Marmik
Posty: 5125
Rejestracja: 2006-04-30, 23:49
Lokalizacja: Puck

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Marmik »

Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Marmik, to co piszesz to poplątanie z pomieszaniem.
No na pewno Ci się wszystko już tak poplątało, że nie ogarniasz... choć nie ogarniałeś od początku, więc to nic nowego.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Albowiem mieszasz ze sobą dwa "składniki" niemieszalne: naukę i wiarę.
O, widzisz... już dowodzisz, że Ci się poplątało. Ja wiary nie mieszam. Ja podaję naukowy fakt.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27I na siłę próbujesz udowadniać drugą za pomocą pierwszej - a tak się nie da.
Jak zwykłe będę wdzięczny za cytaty. No ale ponownie uciekniesz po angielsku bo jak tu bronić zwyczajnie kłamliwej hipotezy.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Ty tego nie rozumiesz i stąd problem.
Problemem jest co najwyżej, że nie rozumiesz co czytasz i co piszesz, a skutek powyżej.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Co więcej, nie mieści Ci się w głowie, że ktoś może myśleć inaczej niż Ty.
Bezpodstawna spekulacja. Mi się to mieści jak najbardziej. Tobie - nie po raz pierwszy - pomyliło się mieszczenie w głowie z akceptacją. Dopisz sobie to prywatnego słownika terminów niezrozumiałych.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Nie znosisz różnicy zdań
Bardzo lubię różnicę zdań. Jeśli czegoś nie znoszę to prędzej kłamstw i krętactwa.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27 wydaje Ci się, że musisz swój sposób myślenia narzucić innym i tylko wtedy będzie tak jak należy.
Jak już kilka razy pisałem... to nie narzucanie, a danie szansy. Nie każdy skorzysta, a ludzie z deficytami uznają to za narzucanie.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Popełniasz w tej sytuacji logiczny błąd i starasz się go narzucić innym.
Fajny wniosek tylko do błędnych lub kłamliwych argumentów, wiec nie mający poparcia w faktach. Jesteś w tej kwestii wyjątkowo wytrwały.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27
Kwestia filozoficzna. Bez znaczenia dla biologicznych faktów.
No właśnie :-) Skoro tak piszesz, to chyba nie rozumiesz istoty sprawy. Bo my tu nie o "biologiczne fakty" się spieramy tylko o tą "filozofię".
Ty może spierasz się o filozofię. Ja podaję fakty. Aby filozofować na temat czegoś co jest faktem trzeba ten fakt znać. Jak już wielokrotnie dowodziłeś, o większości nie masz pojęcia, a to co się z trudem przebija wypierasz.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Ale dla Ciebie, gdy przychodzi co do czego, to jedno i drugie oznaczają w praktyce to samo.
Może w Twoim pokrętnym toku rozumowania tak jest.
Prawda jest jednak inna i pisałem to już wielokrotnie, nawet podawałem pewną chronologię ustalania, ale Ty wielokrotnie ignorowałeś, więc i tym razem nie spodziewam, się innego podejścia.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27
Człowiek nie jest życiem. Życie to proces. No ale w filozoficznym pierniczeniu wszystkie chwyty dozwolone.
Chyba w tym wszystkim zaczynasz się gubić, bo człowiek to w końcu istota. Też jest życiem, tak samo jak roślina czy bakteria. To co nas różni to to, od kiedy możemy o człowieku jako takim mówić. Bo jednak od tej rośliny czy bakterii, a nawet zwierzęcia, się różnimy.
Gdy sam już nie wiesz co piszesz to zarzucasz to innym, że się gubią. Stara metoda.
Człowiekiem nie jest życiem. Człowiek jest organizmem żywym, czyli istotą charakteryzująca się trwaniem procesów życiowych, zaliczaną do pewnego konkretnego gatunku, może nawet wiesz jakiego. Życie to proces, a w zasadzie stan biologiczny organizmu obejmujący procesy metaboliczne, reagowanie na bodźce, wzrost i rozmnażanie.
Reszta bez związku z moim wpisem, ale znając Twoje grafomańskie maniery to już dało się przywyknąć.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Twoim problemem Marmik jest to, że każda rzecz, która jest niezgodna z twoim punktem widzenia jest sprzeczna z rozumem. Stawiasz się w pozycji nieomylnego demiurga z którym można się jedynie zgadzać i mu przyklaskiwać. Nie dostrzegasz tego? :wink:
Spróbuj kiedyś autodiagnozy swoich problemów. Każda rzecz niezgodna z naukowym faktem jest sprzeczna z rozumem. Nie dostrzegasz, że tymi swoimi żenującymi wpisami próbujesz metodą strusia chowającego głowę w piasek zakłamać jakieś 170 lat badań Schwanna, Schleidena, Virchowa, Schrödingera, Watsona, Cricka? Oczywiście z tymi badaniami możesz się nie zgadzać, ale przydałby się choć jeden, podkreślam, choć jeden malutki, tyciutki merytoryczny naukowy argument.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Tu jest przykład tego o czym pisałem na początku - mylisz fakty/naukę z wiarą.
Możesz pokazać mi palcem gdzie mylę. Śmiało, nie wstydź się. Jak zwykle, najlepiej z cytatami.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27I wbrew temu co piszesz, starasz się zmusić innych do przyjęcia twojego punktu widzenia.
Po raz kolejny mylisz przymus z szansą. Po tylu miesiącach pewnie już nawet tych terminów nie rozróżniasz.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Jesteś bowiem za zakazem - a więc za zmuszeniem do jej niedokonywania. To, że nie próbujesz osobiście siłą zmuszać kogokolwiek do czegokolwiek nie ma tu znaczenia. Opowiadasz się bowiem za takim rozwiązaniem.
Moje poglądy wynikają z prostego oparcia się o znany fakt. Każdy może mieć jakie chce, ale gdy prosty fakt ignoruje to popełnia błąd u samej podstawy. Gdy już ten fakt jest znany to by uznać go za nieistotny trzeba jakichś rzeczowych argumentów, których po prostu nawet tu nie przedstawiłeś, ale ja to rozumiem, bo do tej pory nie rozumiesz naukowej podstawy.
Regulacje prawne są kwestią umowy, a - jak kilka razy wcześniej pisałem - dobrze, gdy umowa wynika ze znanych faktów, a nie z... dziś już w zasadzie komicznych wyobrażeń co do natury rozpoczęcia życia z czasów Arystotelesa.
No i troszkę poprawię Twój erystyczny zapis: „Jesteś bowiem za zakazem - a więc za zmuszeniem do jej niedokonywania.” na „Jesteś bowiem za zakazem zabijania istot ludzkich niezależnie od etapu ich życia.”
Teraz to brzmi poprawnie, ale jakże to musi być przerażające dla tych, którzy wszelką ekwilibrystyką słowną wypierają fakt. No i nie jest to jedyny zakaz który popieram. Popieram też np. zakaz kierowania pojazdami w stanie nietrzeźwości, zakaz niszczenia cudzego mienia i zakaz obnażania się w miejscach publicznych. A jeśli już być precyzyjnym to zakazać de facto się nie da, a można jedynie obwarować karalnością.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Jeśli ktoś tak uważa, proszę bardzo. Ale przyjmuję też to, że w tej kwestii inni mogą mieć inne zdanie - bo to będzie wynikało WYŁĄCZNIE z ich przekonań.
Na dobrą sprawę może być tyle zdań ilu ludzi. A że jedne zdania wynikają z naukowych faktów, a inne je pomijają to już osobna kwestia. No i faktycznie, są ludzie, którzy mają przekonanie, że warto opierać zdanie się na faktach, a inni uznają, że wystarczą mgliste wyobrażenia.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Które będzie dotyczyło tak naprawdę sprawy leżącej w sferze wiary - bo jak wspomniałem, od kiedy "człowiek staje się człowiekiem" nie jest i być nie może określone przez naukę. To kwestia przekonania - wiary, filozofii, nazwij to jak chcesz.
Otóż jest bardzo dokładnie określone w grupie nauk ścisłych i przyrodniczych. Są to jedyne mierzalne, pewne dane jakie można dziś uzyskać i nic tu się nie zmienia od wielu dekad. To tak oczywiste, że nic bardziej oczywistego już się nie wymyśli w przewidywalnym horyzoncie czasowym. Nowy organizm gatunku człowiek powstaje w wielokrotnie przytaczanym już momencie. Nie małpa, nie klon, nie sekwoja, nie dziobak, a człowiek. Nowy, o odrębnym kodzie genetycznym, rozwijający się zgodnie z typowym dla tego gatunku cyklem rozwojowym. Tu nic innego się nie wymyśli i im szybciej to dotrze do nomen omen ludzi tym lepiej dla nich.
To o czym piszesz to kwestia uznania jego osobowości i wynika to właśnie z tych wielowiekowych naleciałości, gdy przy braku wiedzy można było snuć rozważania z mchu i paproci uznając prawa wg widzimisię, guseł, czy duszologii.
Dziś to już kwestia bioetyki (ta sama grupa co filozofia), gdzie próbuję się rozwiązać nierozwiązywalny problem ustalenia momentu gdy istota ludzka jest na tyle „wartościowa”, by respektować jej prawo do życia. Suwak można przesuwać dowolnie. Spartanie czy naziści przesuwali ten suwak blisko lub daleko poza narodzenie… choć dziś to już raczej jest do dnia narodzin (choć eutanazja niemowlęca rozwija się powoli, ale prężnie). Wybitny pisarz s-f Philip K. Dick napisał nawet kiedyś bardzo dobre opowiadanie „Przedludzie”, w którym przedstawia wizję świata gdzie czas wejścia duszy w ciało zostaje określony jako czas opanowania prostej algebry,
Tak czy inaczej to nie kwestia „kiedy człowiek staje się człowiekiem”, a kiedy człowiek staje się „wartym” ochrony i do tego zmierzałem w drugim etapie, do którego dojść się nie da bez pełnego przejścia przez pierwszy.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Widzisz, ja przyjmuję twoje stanowisko, że wszystko zaczyna się od samego "początku", bo ono ma swoją logikę.
Zwykłe pozorne zgodzenie się, jakże często stosowane w erystyce. I to jeszcze z uniknięciem konkretów.
No ale z przyjemnością przeczytam co konkretnie, precyzyjnie przyjmujesz. No i czy „przyjmujesz” jest u Ciebie równoznaczne, że się „zgadzasz”, czy po prostu dopuszczasz do orbitowania wokół głowy. Napisz to pełnym zdaniem najkonkretniej jak potrafisz.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Rozwiązaniem optymalnym w tej sytuacji jest przyjęcie stanowiska liberalnego - i brak restrykcyjnych regulacji (poza ograniczeniami czysto medycznymi; tu się kłania św. Tomasz, który to wszystko tłumaczy i na którego bym się powołał w uzasadnieniu: "nie każda rzecz naganna moralnie powinna być zabraniana przez prawo"; "prawo ludzkie musi być powszechnie akceptowane"). Wszystko. Nawet gdybym miał dokładnie takie samo stanowisko jak Ty (zgadzał się z Tobą), też bym tak uważał. Aczkolwiek i wtedy różnilibyśmy się w jednym - ja miałbym świadomość tego, że moje przekonanie (podobne do twojego) wynika wyłącznie z wiary. Ty tego przekonania nie masz i chyba dlatego starasz się na siłę innym narzucić swe zdanie.
Gdybyś miał dokładnie takie samo stanowisko jak ja, a uważałbyś jednak tak jak przytaczasz powyżej to byłbyś co najwyżej zwykłym obłudnikiem. Przywoływanie nieszczęsnego św. Tomasza, który żył w przekonaniu, że łono kobiety jest martwe, a czynnikiem niosącym życie jest nasienie, które łącząc się z krwią menstruacyjna tworzy nowego człowieka, ale jeszcze bez duszy... jest tu perfekcyjnie obosieczne bowiem owo niemoralne i nieoparte na naukowych faktach rozwiązanie „optymalne” nie jest powszechnie akceptowane w tym kraju. Właśnie dlatego środowiska lewicowe tak bardzo boją się referendum. A jak pisałem ponad rok temu... wystarczy policzyć szable (a tu dane są nieubłagane i mniej niż 30% chce tego rozwiązania „optymalnego”, zaś ponad 60% nie chce i dane te są niemal niezmienne od lat).
Tyle, że rzeczone środowiska nie chcą czekać na to, aż młode pokolenie będzie w większości, zwłaszcza, że po pierwsze jest mniej liczne niż poprzednie, a po drugie może się doedukuje i z czasem zmieni stanowisko na bardziej konserwatywne. Chcą tu i teraz – stąd trwająca od lat agresywna kampania odczłowieczania zupełnie bezbronnych i całkowicie niewinnych istot ludzkich, nazywania ich kłębkiem komórek etc, etc.
Napoleon pisze: 2026-01-19, 10:27Gdybyś żył w średniowieczu czy XVI-XVII wieku nadawałbyś się znakomicie na inkwizytora :wink:
Tak, od samego początku trudnisz się ocenieniem innych. Niby z przymrużeniem oka, ale robisz tak by jeszcze wetknąć szpileczkę i wytworzyć sytuację, aby dalej rozwijać swoje grafomaństwo. No i łaskawie daję Ci szansę na dowodzenie, że kochasz nauczać maluczkich.
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
Napoleon
Posty: 5083
Rejestracja: 2006-04-21, 14:07
Lokalizacja: Racibórz

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: Napoleon »

Problem z Tobą Marmik wiąże się z tym, że nie rozumiesz różnicy pomiędzy wiarą i naukę, więc mieszasz te pojęcia jak ci jest wygodnie. A to nie jest to samo. Więc możemy sobie dyskutować do woli. Człowiek od "nieczłowieka" różni się tym, że ma świadomość (lub jak kto woli rozum). Kiedy nabywa tą świadomość zaś (kiedy człowiek staje się człowiekiem), tego nikt dokładnie określić nie jest w stanie. Nauka też tego nie stwierdza, bo nikt nikomu do myśli nie jest w stanie zaglądnąć. Kryterium poczęcia jest tu jakimś logicznym rozwiązaniem, czy raczej propozycją rozwiązania, stąd napisałem, że w tym sensie Cię rozumiem. Ale nie nie jest powiedziane, że tak jest. I NIKT nie jest w stanie tego precyzyjnie stwierdzić, gdyż nauka nie jest w stanie tu nic na ten temat powiedzieć. Ty tego nie rozumiesz, i tu jest problem. I wcale nie jest żadną pociechą, że nie tylko Ty tego nie rozumiesz. Co więcej, jesteś osobą zadufaną, której przez myśl nie przejdzie, że możesz się mylić i że ktoś inny może mieć rację. Ba, nie mieści Ci się w głowie, że ludzie powinni mieć możliwość dokonywania wyborów.
Wyjaśniłem Ci moje stanowisko i uzasadniłem, dlaczego według mnie myślisz błędnie.
1. Nie każda rzecz, która jest naganna moralnie powinna być zabraniana.
2. Wiara i nauka nie mają ze sobą NIC wspólnego.
3. Każdy powinien mieć możliwość postępowania tak jak uzna za stosowne. Jedyne co powinno go ograniczać to wolność innej jednostki.
To wszystko.
tom
Posty: 1014
Rejestracja: 2011-05-07, 10:52

Zwrot przez prawą burtę.

Post autor: tom »

Napoleon pisze: 2026-03-31, 19:23
2. Wiara i nauka nie mają ze sobą NIC wspólnego.
3,Każdy powinien mieć możliwość postępowania tak jak uzna za stosowne. Jedyne co powinno go ograniczać to wolność innej jednostki.
2. Ja znam przykłady, że czasem nauka może potwierdzać to, w co ludzie od dawna wierzą. Np. to co odkryły badania naukowe przy Całunie Turyńskim - mnie utwierdza w przekonaniu że to nie dzieło fałszerza, a całun jest starszy niż epoka średniowiecza. Zależy na co się w tych badaniach patrzy.
Dam ci jeden prościutki przykład z całej serii zaskakujących ustaleń. Na tkaninie w miejscu stopy postaci z Całunu odkryto minerał - występujący jedynie w Jerozolimie. Genialny fałszerz byłby tak przewidujący, że wybrałby się w średniowieczu właśnie tam, by go w tkaninę "wprasować", bo genialnie miałby "wyprorokować", że naukowcy z przełomu XX/XXI w. go odkryją? Absurd.

3. A jakby tak np. każdy robił to co chciał na skrzyżowaniu dróg? To jak się to skończy?
ODPOWIEDZ